Fot.: zpruszkowa.pl

Baneriada i jak ją wykurzyć z miasta?

(35)

Kiczowate, tandetne, przeciwskuteczne. Szpecą każde miejsce, w którym się pojawią. Banery i “dzikie” reklamy – bo o nich mowa – to zmora niemal każdej gminy w Polsce. Jak można się ich pozbyć?

Aleja Krakowska słynie z brzydoty. Powodem są wszechobecne banery i tandetne szyldy. Wjeżdżając do powiatu pruszkowskiego w stronę Janek jesteśmy bombardowani krzykliwymi, jaskrawymi transparentami. “Czyszczenie tapicerek”, “usługi krawieckie”, “dorabianie kluczy”, “auto-naprawa” – znajdziemy na nich wszystko, poza pięknem zacisznego Raszyna. Powiat pruszkowski od roku jest zarządcą drogi. O poprawę jej stanu walczy radna powiatowa z Raszyna, Katarzyna Klimaszewska (PiS), która w komentarzu dla zpruszkowa.pl mówi:

Aleja Krakowska została zdominowana przez komunikaty wizualne. Panuje tu nieład reklamowy. Wszechobecne banery umieszczane są na płotach, ogrodzeniach i w każdym innym wolnym miejscu, pogłębiając tym samym negatywny wizerunek ulicy. Ilość banerów i nośników reklamowych zabiła urok wartościowej architektury i zabytków.

Katarzyna Klimaszewska (Raszyn): Ilość banerów i nośników reklamowych zabiła urok wartościowej architektury i zabytków.

Rozumiem, że rozwój społeczeństwa konsumpcyjnego doprowadził do wielu zmian związanych z przekazem informacji w naszym otoczeniu jednak Powiat Pruszkowski jako zarządca Alei Krakowskiej ma obowiązek pochylić się nad ładem przestrzennym w pasie tej drogi, a także wizerunkiem i estetyką i przede wszystkim nad bezpieczeństwem.

Aleja Krakowska - Raszyn
Aleja Krakowska. Tuż za tablicką “Raszyn”.
Fot.: zpruszkowa.pl

Czy rozwieszanie reklam gdzie popadnie jest legalne? Najważniejszą rolę odgrywa zwykle zarządca nieruchomości lub drogi, przy której rozmieszczona jest reklama. To jego zgoda bywa rozstrzygająca w sporach o legalność nośnika. Ponadto, prawo w tej kwestii jest tak niejednolite, że każdemu przypadkowi należy przyglądać się osobno. Czasami więcej niż zarządca (spółdzielnia, wspólnota mieszkaniowa czy samorząd) ma do powiedzenia konserwator zabytków lub nadzór budowlany. Na rządowej stronie biznes.gov.pl możemy zapoznać się ze streszczeniem zasad umieszczania reklam w przestrzeni publicznej.

W walce z anarchią reklamową pomagają organizacje pozarządowe. Stowarzyszenie “Miasto moje a w nim” w ramach akcji “Sprzątamy reklamy” przygotowało specjalny poradnik prawny dla samorządowców i społeczności lokalnych. Znajdziemy w nim wskazówki co do przepisów, na które powinniśmy powoływać się w walce z konkretnymi rodzajami reklamy zewnętrznej. Całość ujęto w przystępnej, interaktywnej formie i umieszczono na stronie sprzatamyreklamy.org.

Inne organizacje uciekają się do perswazji. W Warszawie w ramach projektu “Śmieci na wysokości” przedstawiono wizję stolicy wolnej od reklamy wielkoformatowej. Na platformie YouTube zamieszczono krótki film z lotu dronem nad stolicą. Przez półtorej minuty możemy podziwiać architekturę, z której cyfrowo usunięto szpecące płachty, banery i billboardy.

Dostępność narzędzi prawnych i propagandowych nie gwarantuje sukcesu w walce z reklamami. Najwięcej zależy od determinacji władz samorządowych i społeczności lokalnych. Dobry przykład samorządom w całej Polsce daje Poznań. Stolica Wielkopolski od lat chwali się wysoką skutecznością w porządkowaniu przestrzeni publicznej. Miasto przeprowadziło szczegółowy przegląd legalności reklam zalewających ulice. Już na wstępie okazało się, że ponad 90% nośników zostało rozmieszczonych nielegalnie. Następnie poznański ratusz nawiązał ścisłą współpracę z szefem nadzoru budowlanego i lokalną prokuraturą. Wspólnie co roku przeprowadzają ponad 100 spraw przeciwko właścicielom dzikich reklam. Zdecydowana większość z nich kończy się nakazem usunięcia reklamy z przestrzeni publicznej. Do tej pory tylko kilka spraw rozstrzygnięto na niekorzyść miasta.

Artur Tusiński (Podkowa Leśna): Przedsiębiorcom także powinno zależeć na estetyce miasta, w którym prowadzą biznes.

Przykładów dobrych praktyk nie musimy szukać aż w Wielkopolsce. Artur Tusiński, burmistrz Podkowy Leśnej, już drugą kadencję skutecznie walczy z zaśmiecaniem przestrzeni publicznej w mieście-ogrodzie. Swoimi doświadczeniami w tym zakresie podzielił się w krótkim wywiadzie dla zpruszkowa.pl:

Dlaczego postanowił Pan podjąć walkę z nielegalnymi reklamami? Czy była to decyzja z gatunku niepopularnych, czy raczej z tych, które szybko zyskały przychylność lokalnej społeczności?

Reklamy, a raczej chaos w przestrzeni jaki wywołują po prostu są okropne. Nawet jeśli trafi się jakaś wysmakowana estetycznie (a chyba takiej nie widziałem) to i tak znika w gąszczu banerów, billboardów, tablic czy już wyblakłych nadruków PCV. Podobają mi się rozwiązania z reklamami podporządkowanymi formą, kolorystyką do otoczenia np. monochromatyczne, takie które są tłem, wspomagają mieszkańca w zdobyciu informacji, a nie narzucają krzykliwy obraz całemu otoczeniu. Decyzja o walce z reklamami spotkała się z aprobatą mieszkańców, natomiast wywołała duży opór właścicieli reklam.

Z jakimi kontrargumentami spotykał się Pan walcząc z zalewem dzikich reklam?

Argumenty były dwa. To, w jaki sposób mam pozyskać klienta skoro reklama ma mieć takie małe wymiary i być tak podporządkowana zapisom planu miejscowego i systemowi informacji miejskiej oraz klasyczne “ale inni wywieszają”. Niektórzy przedsiębiorcy argumentowali również, że to są to “jakieś moje fanaberie” bo reklamy są ładne i skoro wszędzie dookoła można, to i w Podkowie też nie powinno być ograniczeń.

Jakie narzędzia ma do dyspozycji gmina w walce z “baneriadą”? Jakich środków można użyć, by uporządkować estetykę przestrzeni publicznej? 

Narzędzia są skromne. W przypadku Podkowy Leśnej w całości wpisanej do rejestru zabytków chciałem początkowo wesprzeć się konserwatorem. To urząd konserwatora zabytków ma narzędzia administracyjne i katalog instrumentów finansowych np. karę do 30.000 zł. Jednak wyszło na to, że zostaliśmy z problemem sami. Największy efekt przyniosły nam bezpośrednie spotkania z lokalnymi przedsiębiorcami, a w innych przypadkach determinacja i stanowczość. Przyznaję, jest dużo lepiej niż kiedyś, jednak mamy stan który do końca nie satysfakcjonuje mieszkańców.

Czy da się walczyć z każdą formą śmieciowej reklamy? Czy możemy komuś zabronić np. wywieszenia jaskrawej płachty na własnym płocie lub parkowania “przyczep reklamowych” na publicznym parkingu? 

Na płocie od strony przestrzeni publicznej tak. Gdy reklama zawiśnie na działce prywatnej, będzie to już trudniejsze. Przyczepy reklamowe to prawdziwy dramat i z tego co wiem walka z tą formą reklamy jest niezwykle trudna. Istotne znaczenie w procesie oczyszczania miasta ma presja społeczna i wsparcie opinii publicznej. Dużo łatwiej jest być stanowczym mając za sojuszników mieszkańców.

Czy udało się przekonać mieszkańców do zalet płynących z posiadania przestrzeni publicznej wolnej od jaskrawych napisów i kiczowatych grafik? 

Większość mieszkańców jest przeciwna „baneriadzie”. Cenią uporządkowaną jakość i estetykę przestrzeni publicznej. Ludzie nadal wywieszają, my zdejmujemy, ale tych przypadków jest zdecydowanie mniej niż jeszcze 4 lata temu. Niestety są też przedsiębiorcy, którzy w ramach swojego sprzeciwu stają się lokalnymi centrami „hejtu”. A przecież także im powinno zależeć na estetyce miasta, w którym prowadzą biznes.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA