“Dziurawa” księgowość, “przegapiona” egzekucja komornicza, zaginione dokumenty, źle wdrożone oprogramowanie – nowa dyrekcja Szpitala Powiatowego dokonuje przeglądu stanu placówki.

Ważnym punktem XVII Sesji Rady Powiatu Pruszkowskiego było omówienie stanu finansów i kadr Szpitala Powiatowego w Pruszkowie. Temat ten był referowany przez kolejno trzy osoby: Elżbietę Makulską-Gertrudę – nową dyrektor SPZZOZ, Annę Fiedorczuk – główną księgową placówki oraz Agnieszkę Sidor – Kierowniczkę Działu Farmacji SPZ ZOZ. Przedstawiona przez nie prezentacja miała być próbą podsumowania wszystkiego, co wiadomo jest na temat stanu ksiąg, rachunków, finansów oraz zatrudnienia w placówce po tym, jak poprzedni dyrektor, Tomasz Sławatyniec, ustąpił ze stanowiska.

Ogólny przekaz referatu znany był od dawna: stan finansów szpitala jest dramatyczny i pogarsza się z każdym miesiącem. Bez zastrzyku powiatowej gotówki oraz podjęcia zdecydowanych działań naprawczych, istnienie placówki może szybko stanąć pod znakiem zapytania. Diabeł jednak tkwi w szczegółach, a do ich zbadania nowe kierownictwo SPZZOZ naprawdę się przyłożyło. I w ten sposób wiele nieznanych dotąd faktów ujrzało światło dzienne.

Ze spokojnym sumieniem?

Przed przejściem do najbardziej palących problemów poruszonych przez zespół Elżbiety Makulskiej-Gertrudy, warto cofnąć się w czasie o siedem miesięcy, do czerwca 2019 roku. Wtedy to, podczas X Sesji Rady Powiatu, ówczesny dyrektor Tomasz Sławatyniec wraz z biegłym rewidentem Robertem Mellerem referowali sprawozdanie finansowe pruszkowskiego SPZZOZ za rok 2018.

O ile kondycja szpitalnych finansów w tamtym czasie była nie mniej dramatyczna niż dziś, to warto zauważyć, że już niemal w pierwszych słowach wypowiedzi Roberta Mellera padło wskazanie na winowajcę tego stanu rzeczy. Były nim wtedy rządowe reformy, a zwłaszcza te odnoszące się do podwyżek wynagrodzeń dla lekarzy i pielęgniarek, a także zmiana polegająca na pełnym “ozusowaniu” umów cywilnoprawnych. “Strata, która wynikła z roku 2018, największy wpływ na nią miały niestety podwyżki wynagrodzeń dla pracowników” – tłumaczył rewident. Okoliczność ta została przedstawiona (nie bez słuszności), jako czynnik obiektywny, z którym nie sposób dyskutować. Wynikające z niej koszty miały być zaś “złem koniecznym”, których ciężar będzie musiał udźwignąć budżet powiatu.

Jeśli sięgniemy pamięcią jeszcze dalej, będziemy w stanie przytoczyć obrady IX Sesji Rady Powiatu (28 maja). Wtedy podobną narrację podjął Starosta Pruszkowski, Krzysztof Rymuza, który winą za złą kondycję pruszkowskiego szpitala obarczył rządową reformę służby zdrowia, ustawę o tzw. “sieci szpitali” oraz ryczałtowy system rozliczeń placówek z NFZ. Na sali obecny był również Tomasz Sławatyniec, którego wypowiedzi zdawały się zgrywać z tezami stawianymi przez Starostę. Tę “linię obrony” szpitala, ówczesny dyrektor potwierdził również w wypowiedzi udzielonej dla portalu zpruszkowa.pl – “Szpitale powiatowe chylą się ku upadkowi. W całym kraju – czytamy o tym niemal codziennie, że zamykane są oddziały, bo brakuje lekarzy i pielęgniarek.” – czytamy.

Po wrześniu 2019 roku sprawy związane ze Szpitalem na Wrzesinie przycichły, a pruszkowska opinia publiczna rozstała się z tematem w przekonaniu, że skoro źle się dzieje w całej Polsce, to i w Pruszkowie dzieje się źle, na problemy szpitala mają wpływ głównie czynniki zewnętrzne, a z zastaną sytuacją trzeba będzie sobie jakoś poradzić.

W tym stanie rzeczy ówczesna dyrekcja placówki miała nie mieć udziału, a dowodem koronnym na profesjonalizm, rzetelność i najwyższe standardy w działaniach Tomasza Sławatyńca i jego ekipy miało być sprawozdanie finansowe za rok 2018. Jak wielokrotnie podkreślał biegły rewident, celem sporządzenia sprawozdania było doprowadzenie “do czegoś takiego, żeby w księgach było jak najwięcej porządku. Żeby doprowadzić do realnych liczb, które są potwierdzone”. Na koniec swojej wypowiedzi, z nieskrywaną pewnością dodał: “ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć – tak, to sprawozdanie finansowe odzwierciedla majątek szpitala i także jego aktualną sytuację finansową”

I rzeczywiście – od tamtej pory do opinii publicznej nie przedostała się żadna informacja, która mogłaby przeczyć temu twierdzeniu. Aż do lutego bieżącego roku.

“Poszukujemy wielu dokumentów”

XVII Sesji Rady Powiatu Pruszkowskiego. Do referatu zasiada nowa dyrektor Szpitala na Wrzesinie, Elżbieta Makulska Gertruda. Ze stoickim spokojem opowiada o wszystkim, czego dowiedziała się o finansach szpitala w końcówce 2019 i na początku 2020 roku. Każdy kolejny slajd jej prezentacji oraz każda wypowiedź kolejnych mówców mogła niewprawionych słuchaczy przyprawić o dreszcze. Nie bez przyczyny.

Według słów Pani Dyrektor, na koniec listopada 2019 roku, na podstawie istniejącej dokumentacji, można było stwierdzić, że strata szpitala wynosi nieco ponad 3 mln złotych. W ciągu kolejnego miesiąca odnalazło się jednak wiele zaginionych spraw i dokumentów, na podstawie których szacunek faktycznych strat należało podnieść do kwoty 4 mln 660 tys. złotych. Z zaznaczeniem, że kwota ta to dopiero czubek góry lodowej.

Dyrektor SPZZOZ w Pruszkowie, Elżbieta Makulska-Gertruda. Fot. YouTube

Jak to możliwe? Odpowiednich wyjaśnień udzieliła główna księgowa szpitala, Anna Fiedorczuk. Jak się okazało, niedługo przed posiedzeniem, szpital otrzymał informację z Urzędu Skarbowego o zaległości w płatnościach na ponad 739 tysięcy złotych. Według księgowej, nikt z pracowników placówki nie miał pojęcia o powstaniu takiej zaległości – “Niestety w dokumentacji szpitala nie znaleźliśmy tej decyzji (o podjęciu zobowiązania – przyp. K.Ch.). Najprawdopodobniej poprzednia Pani księgowa ma to w domu (…) wiele dokumentów po prostu poszukujemy.”

Jak przyznała Fiedorczuk, jest prawdopodobne, że szpital do dziś nie wie o wielu zobowiązaniach czy zaległościach w płatnościach wobec instytucji państwowych lub prywatnych kontrahentów. “Nie znamy faktycznego stanu zobowiązań ponieważ noty odsetkowe nie były zawierane w księgach. My to wszystko ewidencjonujemy i ustalamy. (…) Poszukujemy dokumentów, zwracamy się do firm o duplikaty faktur”.

Z wypowiedzi Pani Fiedorczuk dowiedzieliśmy się również, że szpital ma swoich dłużników, a niewindykowane dotąd należności opiewają na kwotę ponad 6 mln złotych. Do tej pory utracono ponad 300 tysięcy złotych z tytułu przedawnień. O pozostałą kwotę szpital podjął walkę dopiero po zmianie na stanowisku dyrektora. Jak wynika z danych przedstawionych podczas sesji Rady Miasta, wysłano już 148 wezwań do zapłaty wierzycielom z lat 2015 – 2016.

Jak bumerang powrócił temat ewidencji stanu magazynowego szpitala. Według dokumentów zastanych przez nową dyrekcję, stan ten oszacowano na ok. 1 mln 200 tys złotych. Zdaniem pracowniczek administracji szpitala jest to kwota mocno przeszacowana. Agnieszka Sidor “Ta kwota jest nie do zidentyfikowania, nie wiadomo z czego wynika (…) w ubiegłym roku nie przeprowadzono inwentaryzacji produktów leczniczych i wyrobów medycznych. Zrobiliśmy ją w tym momencie.” – tłumaczyła Agnieszka Sidor, kierowniczka działu farmacji SPZZOZ – “Ustalony obecnie stan to 261 tysięcy złotych. Trwają poszukiwania pozostałego zapasu – nie wiemy co się kryje pod kwotą miliona złotych.”

Przy okazji tematu rozliczenia stanu magazynowego, Pani Sidor wspomniała również o problemach z systemem informatycznym szpitala – “Implementacja nowego systemu szpitalnego nie została przeprowadzona prawidłowo (…) System, który powinien być nam pomocny, jest źle skonfigurowany. Nie korzystamy z pełni jego możliwości. W tej chwili trwa konfiguracja, za chwilę będziemy szkolić personel, który nie był w prawidłowy sposób przeszkolony.”.

Jeśli komuś wydaje się, że gorzej być nie może, to “na dokładkę” widzowie posiedzenia otrzymali wiadomość, że 1 lipca 2019 roku zapadła decyzja komornicza o zajęciu konta bankowego szpitala. “Nikt nie podjął w porę rozmów z komornikiem, skutkiem czego, aby jak najszybciej odblokować konto, musieliśmy zapłacić dodatkowe 8 tysięcy złotych opłat manipulacyjnych” – tłumaczy Anna Fiedorczuk.

“Czujemy się oszukani”

“Czujemy się oszukani, bo poprzednie sprawozdania, zwłaszcza to z zeszłego roku, wykonane przez poprzedniego dyrektora, było nieprawdziwe. To jest porażające.” – zagrzmiała radna Magdalena Beyer (Prawo i Sprawiedliwość) po wysłuchaniu referatu.

Zaskoczenia i oburzenia nie krył również radny Przemysław Sieciński (Prawo i Sprawiedliwość) – “mam takie wrażenie, że pierwszy raz usłyszeliśmy bardzo konkretny zarys opisu problemów SPZZOZ w Pruszkowie.” – mówił – “Włos jeży się na głowie. Ciągle jesteśmy zbulwersowani. Jak mogło dojść do tego, że gospodarka materiałowa nie była ewidencjonowana? Jak mogło dojść do tego, że należności z poprzednich lat nie były egzekwowane. Jak mogło dojść do tego, że nie zakładane były rezerwy na roszczenia? (…) Powstaje potężne pytanie o odpowiedzialność za ten stan rzeczy.”

Uzupełniając wypowiedź radnego Siecińskiego, Magdalena Beyer przytoczyła ciekawy fakt. Jak się okazuje, według jej relacji, Tomasz Sławatyniec miał ponownie stanąć do konkursu na stanowisko dyrektora Szpitala na Wrzesinie po tym, jak wcześniej sam z tego stanowiska ustąpił (sic!).

Czy Starosta wiedział?

Najbardziej wstrząsającym elementem tej historii wydaje się być fakt, że o faktycznym stanie szpitala w bieżącej kadencji samorządu dowiadujemy się dopiero po ponad roku jej trwania.

Jak do tej pory, wszelkie starania radnych i mediów o pozyskanie informacji na temat przyczyn tak złych wyników finansowych placówki kończyły się na niczym. Ustalenie faktycznej wartości stanu magazynowego szpitala – jak się okazuje – jest do dziś trudniejszym zadaniem, niż ustalenie poglądów Starosty Krzysztofa Rymuzy lub byłego dyrektora, Tomasza Sławatyńca, na działania polskiego rządu lub przeprowadzoną przez niego reformę służby zdrowia. A szkoda, bo reformy póki c nie odwrócimy, a wahania w szacunkach co do wartości stanu magazynowego wynoszą od 200 tysięcy do 1,2 miliona złotych. To dość duża rozbieżność, zwłaszcza jak na szpital, który powinien uważnie liczyć każdą złotówke w swoim budżecie.

Powstaje w ten sposób pytanie, czy tyrady o polityce rządu Prawa i Sprawiedliwości, którymi chętnie wyręczali się Starosta i b. dyrektor SPZZOZ w Pruszkowie, były jedynie formą zasłony dymnej? Wszak problemy takie jak: niewindykowane należności, nieprawidłowo wdrażany system informatyczny czy nieprawidłowo prowadzona księgowość, nijak się mają do krajowego ustawodawstwa czy polityki. Poradzenie sobie z tymi wyzwaniami należy do wyłącznych kompetencji kierownictwa szpitala, zaś polityczną odpowiedzialność za jego stan ponosi Starosta Pruszkowski, Krzysztof Rymuza.

Ten zaś, co nie jest żadną tajemnicą, zna się z Tomaszem Sławatyńcem od wielu lat, jako że ścieżki ich karier niejednokrotnie się przecinały. Trudno byłoby więc dać wiarę twierdzeniu, że w trakcie bieżącej kadencji osoby te nie miały ze sobą kontaktu, bądź że ani razu nie pozwolili sobie na szczerą rozmowę o faktycznych problemach Szpitala na Wrzesinie. Z racji na doświadczenie zawodowe Krzysztofa Rymuzy, trudno byłoby również uwierzyć, że ani razu nie przeszło mu przez myśl, jakie pytania należy zadać dyrektorowi Sławatyńcowi, by dociec, czy sprawuje on swoje obowiązki rzetelnie i czy nie ma nic, czego nie można by zrobić, by poprawić sytuację finansową pruszkowskiej placówki.

Pytanie “czy Starosta wiedział” należy pozostawić do rozważenia każdemu naszemu czytelnikowi z osobna. Grzechem byłoby jednak nie wspomnieć, że odpowiedź “na pewno nie” zahacza o dziecinną naiwność.

XVII Sesja Rady Powiatu Pruszkowskiego – początek obrad nad sytuacją SPZZOZ w Pruszkowie