Jednym z argumentów za budową łącznika ulic Zimińskiej-Sygietyńskiej i Kościuszki była konieczność uregulowania stanu prawnego ulicy Kościuszki. Starosta pruszkowski Krzysztofa Rymuza zasugerował publicznie, że bez budowy łącznika nie będzie możliwy remont tej drugiej. 17 maja, podczas XLV sesji Rady Powiatu Pruszkowskiego Starosta stwierdził, że:

„Otóż ulica Kościuszki, która przez lata była i do dzisiaj jest ulicą z nieokreślonym statusem własności, w momencie, kiedy my wybudujemy wybudujemy ulicę Sienkiewicza, ulicę Kościuszki przejmuje Miasto Pruszków i ją przebudowuje. Dodam, że w tej chwili jest procedowany ZRID na ulicę Kościuszki (...) i w momencie kiedy my uruchomimy inwestycję na ulicy Sienkiewicza, miasto będzie mogło za kilka tygodni uruchomić procedurę [wywłaszczania] na ulicy Kościuszki. W dokumentacji projektowej jest zawarta zmiana przeznaczenia tej ulicy jako droga jednokierunkowa w związku z czym jest to połączony system naczyń w tym zakresie”.

Z jego wypowiedzi można wywnioskować, jakoby budowa kontrowersyjnego łącznika ulic Zimińskiej-Sygietyńskiej i Sienkiewicza w Pruszkowie była warunkiem niezbędnym do uregulowania statusu ulicy Kościuszki. Tymczasem takie stwierdzenie należy uznać za manipulację. Procedura ZRID (specjalny tryb pozwalający na wybudowanie lub przebudowę drogi publicznej) pozostaje bowiem niezależna od stanu prawnego innych, nieobjętych nią dróg. Stąd konieczność uregulowania statusu ul. Kościuszki - w sensie prawnym - nijak się ma do budowy nowej drogi, pod którą wycięto stary skwer

[ Przeczytaj również: Prawda, fałsz czy manipulacja? Politycy tłumaczą się z wycinki swkerku ]

Faktem pozostaje jednak, że władze miasta Pruszkowa i Powiatu Pruszkowskiego przez wiele lat nie zadały sobie trudu znalezienia jednoznacznej odpowiedzi na dość istotne pytanie - do kogo należy, kto powienien zarządzać i odpowiadać za jedną z najważniejszych ulic w mieście? 

To, że wiele nieruchomości w Polsce (w tym dróg publicznych) ma nieuregulowany stan prawny nie powinno nikogo dziwić. Jednak już w 1998 r. zostało stworzone narzędzie pozwalające samorządom na regulowanie stanu prawnego dróg, którymi zarządzają. Mowa o przepisach art. 73 ustawy z dnia 13 października 1998 r. przepisy wprowadzające ustawy reformujące administrację publiczną (Dz. U. Nr 133, poz. 872 z późn. zm.). Pozwalają one jednostkom samorządu terytorialnego i Skarbowi Państwa na przejęcie własności gruntów zajętych pod drogi publiczne przez nie zarządzone. W przypadku gmin i powiatów konieczne jest uzyskanie decyzji wojewody, w której zostanie stwierdzona taka okoliczność.

Nie jest to instrument nieznany władzom lokalnym. W ostatnim czasie miasto Pruszków kilkukrotnie z sukcesem korzystało z tej instytucji. Dlatego tym bardziej niezrozumiałe jest dlaczego przez tyle lat nie zostało ono zastosowane w odniesieniu do ulicy Kościuszki.

Dlaczego wcześniej nie zdecydowano się na uregulowanie stanu prawnego drogi? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast jak obecne władze Pruszkowa podchodzą do kwestii własnościowych. Uważni obserwatorzy prac pruszkowskiej rady miasta wielokrotnie mogli usłyszeć, że miasto nie może wydatkować publicznych pieniędzy na wydatki związane z „cudzymi gruntami”. Zgodnie z taką logiką, niedookreślony status ulicy Kościuszki, powinien był uniemożliwić ponoszenie wydatków na czyszczenie drogi, odśnieżanie jej i remonty. Tak się jednak nie stało.

Sprawa statusu prawnego ulicy Kościuszki jest świadectwem słabości pruszkowskiego samorządu terytorialnego. Dopuszczenie do sytuacji w której jedna z głównych ulic w mieście ma nieokreślony status w zakresie własności obciąża wszystkie ekipy rządzące miastem i powiatem. 

Sprawa ta powinna była zostać załatwiona już wiele lat temu, w dodatku w bardzo krótkim czasie. Natomiast posługiwanie się argumentem odwołującym się do konieczności budowy łącznika, by możliwa była przebudowa ulicy Kościuszki jest zwyczajnym nieporozumieniem.