„Wszystko jest dogadane. Piotr Bąk wystartuje jako kandydat Koalicji Obywatelskiej, a jeśli wygra, na wiceprezydentów wybierze Elizę Kurzelę i Michała Landowskiego” – taka wiadomość kursuje od niedawna po Pruszkowie. Druga, nie mniej popularna: „Michał Landowski wystartuje z własnego komitetu z poparciem SPP, jak wygra to wiceprezydentem u niego będzie Eliza Kurzela”. Która jest prawdziwa? Zapewne w obu kryje się sporo prawdy. Cała trójka to wielcy przegrani wyborów w 2018 roku, głodni sukcesu i zdeterminowani, żeby przy najbliższej okazji wrócić do gry o najwyższą stawkę.

Piotrowi Bąkowi w 2018 roku nie poszło, w pierwszej turze wyborów zajął dopiero czwarte miejsce, za Janem Starzyńskim, Pawłem Makuchem i Konradem Sipierą. Ale już kilka miesięcy później w wywiadzie dla zpruszkowa.pl przyznał, że nie wyklucza ponownego startu w 2023 roku. – Bardzo dokładnie przeanalizowałem całą kampanię, dziś już wiem, co zrobiłbym lepiej, gdzie popełniłem błędy. Ja o starcie nie myślę nigdy w kategoriach próby, pokazania się, zdobycia popularności, nie jestem zającem. Jeśli znów wystartuję, to po to, aby wygrać – powiedział.

Michałowi Landowskiemu, wiceprezydentowi Pruszkowa w czasach Jana Starzyńskiego, niespodziewana przegrana jego szefa mocno skomplikowała karierę. Nagle został bez pracy. Na słynnym spotkaniu z Pawłem Makuchem po drugiej turze wyborów, na które przyszli radni Samorządowego Porozumienia Pruszkowa oraz Koalicji Obywatelskiej, został zaproponowany jako kandydat na wiceprezydenta, jednak Makuch uznał spotkanie za szantaż i je opuścił. Landowski rozmawiał potem z wójtem Nadarzyna, który szukał swojego zastępcy. W końcu wygrał konkurs na sekretarza powiatu pruszkowskiego i dziś jego szefem jest starosta Krzysztof Rymuza. Odkąd zaczął pracę w starostwie, niemal zniknął z przestrzeni publicznej. Nic dziwnego, zgodnie z ustawą o pracowników samorządowych stanowisko sekretarza jest apolityczne, nie wolno angażować się w tworzenie partii politycznych czy wspierać konkretnych ugrupowań. Landowski jako polityk jest w pewnym sensie ubezwłasnowolniony i choć pilnie śledzi wydarzenia rozgrywające się w Pruszkowie, nie zabiera głosu. To wyciszenie z pewnością utrudni mu kampanię w 2023 roku, gdyby postanowił wystartować na prezydenta, na jego niekorzyść działać też będzie silna identyfikacja z Samorządowym Porozumieniem Pruszkowa, które dziś walczy raczej, żeby nie zejść ze sceny. Wiceprezydentura u Piotra Bąka byłaby dla niego korzystnym rozwiązaniem, ale czy zaspokoiłaby ambicje młodego i dynamicznego pruszkowiaka, znającego samorząd od podszewki?

Eliza Kurzela to niespełniona wiceprezydent Pruszkowa w obecnej kadencji. Stanowisko obiecał jej Paweł Makuch, kiedy razem tworzyli komitet wyborczy skupiony wokół stowarzyszenia Wspólnie Pruszków Rozwijamy. – Plan został sformułowany bardzo konkretnie. Niezależnie od wyniku mojej walki o mandat radnej miałam zostać jego zastępcą, jeśli on wygra walkę o prezydenturę – mówiła w wywiadzie dla zpruszkowa.pl. Na pytanie, czy to była propozycja na poważnie, odparła: – Tak, nawet w ten sposób zwracaliśmy się do siebie w naszym środowisku. Pomysł bardzo mi się spodobał, był dla mnie nobilitujący, choć oczywiście trochę szalony. Stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia, dlatego z całych sił zaangażowałam się w kampanię i walkę, żeby Paweł wygrał. Poświęciłam swój czas, pieniądze, pracę w kancelarii.

Makuch po zwycięstwie zmienił jednak front i podjął rozmowy z Prawem i Sprawiedliwością, zakończone nominacją na zastępcę dla Konrada Sipiery. Eliza Kurzela z poczuciem, że została zdradzona, gwałtownie odcięła się od prezydenta i stała jedną z jego najbardziej zaciekłych przeciwniczek. Dziś szuka dla siebie miejsca. Zbliżyła się zarówno do radnych Koalicji Obywatelskiej, jak i SPP. W internetowych dyskusjach zdarza jej się stawać w obronie szefa klubu SPP Karola Chlebińskiego. W wywiadzie nazwała go zresztą „bardzo mądrym i obiektywnym”.

Eliza Kurzela w 2023 roku zapewne przyjęłaby ofertę wiceprezydentury zarówno od Piotra Bąka, jak i Michała Landowskiego. Ale jest jeszcze trzecia opcja. To ją środowisko SPP może wystawić jako własną kandydatkę. Powód jest prozaiczny – w szeregach tego ugrupowania próżno dziś szukać osoby zdolnej stanąć do wyrównanej walki z Pawłem Makuchem, który z pewnością powalczy o drugą kadencję. Jedyną osobą zdolną podjąć rękawicę jest Karol Chlebiński, jednak jego start wydaje się mało prawdopodobny. Chlebiński znakomicie zarabia w prywatnej firmie i przenosiny do gabinetu przy Kraszewskiego oznaczałyby dla niego pogorszenie sytuacji finansowej. Sam w prywatnych rozmowach możliwość kandydowania na prezydenta do tej pory wykluczał, parokrotnie stwierdził nawet, że nie wie, czy wystartuje na radnego. Młoda i ambitna Kurzela byłaby dla SPP nie tylko okazją do podjęcia wyrównanej walki z Makuchem, ale też do zmiany wizerunku tego ugrupowania. Nie obciążają jej niezbyt udane przedsięwzięcia z czasów rządów Jana Starzyńskiego z gmachem Centrum Dziedzictwa Kulturowego na czele.

Jak cała trójka odnosi się do opinii o ich przymiarkach prezydenckich? Prośba o oficjalny komentarz wprawiła ich… w konsternację. Zaczęli konsultować ze sobą odpowiedzi. To wyszło na jaw przypadkiem, gdy jedno z nich przez pomyłkę wysłało wiadomość do autora tego artykułu. Po kilku dniach przesłali wymijające komentarze, w których niczemu nie zaprzeczają i niczego nie wykluczają.

Piotr Bąk zakomunikował: „Jestem zaskoczony zadanym pytaniem. Po pierwsze, sam jeszcze nie wiem, czy będę kandydował w najbliższych wyborach na stanowisko prezydenta. Po drugie, temat wyborów samorządowych w 2023 roku jest w tym momencie tak samo futurystyczny, jak możliwość spłaty planowanego zadłużenia przedstawionego w Wieloletniej Prognozie Finansowej do roku 2060. Jestem przekonany, że obecnie jest znacznie więcej pilniejszych i ciekawszych tematów dotyczących pruszkowskiego samorządu niż wybory samorządowe w 2023. Myślę, że najwcześniej do tego tematu będziemy mogli wrócić za dwa lata”.

Michał Landowski napisał w podobnym stylu: „Samorząd Miasta Pruszkowa jest mi bardzo bliski, dlatego bacznie obserwuję, w którym kierunku zmierza. Uważam, że bieżące wydarzenia, które aktualnie dzieją się w Pruszkowie, są dużo bardziej interesujące, niż komentowanie hipotetycznego obsadzania stanowisk po wyborach w 2023 roku według nieoficjalnych źródeł, na które Pan się powołuje. Życzę dużo zdrowia”.

Eliza Kurzela dywagacje i hipotezy postanowiła obrócić w żart: „Pruszkowska stacja metra Czołg? Wiadukt łączący szpital na Wrzesinie ze szpitalem kolejowym? Nobel z dziedziny ekonomii dla Pawła Makucha? Głupio brzmi ta odpowiedź? A dlaczego? Przecież równie dobrze możemy podywagować właśnie o pruszkowskim metrze, jak i obsadzie personalnej zarządu miasta w roku 2023” – napisała. „Zapewniam, że poziom abstrakcji tych dywagacji jest na podobnym poziomie. Nie wiem, co będę robiła za 3 lata. Nie wiem, czy zdecyduję się ponownie kandydować w wyborach samorządowych. Nie wiem, czy w tym czasie będę aktywna zawodowo albo gdzie będę mieszkać. Rozumiem, że pan red. Bukowski z gronem Przyjaciół próbuje ukierunkować swoją aktywność publicystyczną i informacyjną pod marzenia mające się ziścić w 2023 r., ale nie bardzo chcę w tej zabawie uczestniczyć. I to nawet nie dlatego, że zabawa ta nie wydaje mi się zabawna; myślę po prostu, że jest… bardzo nieracjonalna”.

Karuzela z nazwiskami kręci się więc bardzo powoli, do tego wiele krzesełek jest nieobsadzonych. Jedno z nich czeka na prezesa stowarzyszenia “Za Pruszków!” Arka Gębicza, choć ten przez długi czas unikał składania jakichkolwiek deklaracji, a w ostatnim czasie zaczął komunikować, że nie planuje startować ani na prezydenta, ani na radnego. Plany mają jednak to do siebie, że potrafią się zmieniać i niewiele osób zakłada, że Gębicz mógłby nie skorzystać z okazji do walki o najważniejsze stanowisko w mieście. Społecznik już dziś traktowany jest z ogromną rezerwą zarówno przez radnych SPP, jak i KO, którzy upatrują w nim największego zagrożenia.

Ogromną niewiadomą jest jednak strategia PiS. Czy partia zrezygnuje z wystawiania własnego kandydata i zawrze pakt z Pawłem Makuchem na drugą kadencję, gwarantując mu poparcie w radzie miasta w zamian za stanowisko wiceprezydenta, którym mógłby pozostać Konrad Sipiera? Czy zagra o wszystko, mocno jednak ryzykując, bo poparcie dla PiS w Pruszkowie raczej nie gwarantuje tej partii zwycięstwa? To pierwsze wydaje się dziś bardziej racjonalne. Choć też obarczone jest ryzykiem – Makuch, jeśli wygra, wiedząc, że druga kadencja i tak będzie jego ostatnią, nie musiałby dochowywać przedwyborczych ustaleń i mógłby zwrócić się w kierunku niepolitycznych radnych. Polityka ma to do siebie, że jest nieprzewidywalna, a zaufanie trzeba mieć ograniczone.

Oczywiście trzeba też liczyć się z tym, że w 2023 roku na pruszkowską scenę wkroczy kandydat „znikąd” i zdeklasuje konkurencję. Paweł Makuch przed 2018 roku też znany był wąskiej grupie mieszkańców. Jednak sytuacja była wówczas inna. Dla pruszkowiaków zmęczonych pasywnym stylem zarządzania miastem przez Jana Starzyńskiego Makuch zaprezentował się jako jego przeciwieństwo, w efekcie zgarnął głosy wyborców szukających odmiany. Za dwa i pół roku powtórzenie tej strategii nie zagwarantuje sukcesu. Z dzisiejszej perspektywy można założyć, że Paweł Makuch nie uzyskawszy zwycięstwa w pierwszej turze przejdzie do drugiej. A w niej spotka się z Piotrem Bąkiem, Michałem Landowskim, Elizą Kurzelą albo Arkiem Gębiczem. I każdy wynik wydaje się wtedy możliwy.