Gdyby nie krótka wypowiedź Moniki Golędzinowskiej, naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju na niedawnym posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska, sprawa nadal utrzymywana byłaby w sekrecie. Pani naczelnik musiała jakoś uzasadnić przesunięcie ponad 300 tys. zł w budżecie na transport publiczny i wyjawiła, że chodzi o… legendarny autobus do Warszawy! Radni słysząc jej słowa nie posiadali się ze zdumienia, najbardziej zaskoczony był przewodniczący komisji Karol Chlebiński (SPP), nie omieszkał zauważyć, że znowu radni są zaskakiwani i o wszystkim dowiadują się ostatni.

W rozmowie z portalem zpruszkowa.pl Monika Golędzinowska starannie waży słowa. – Rozmowy z ZTM się toczą, ich klimat jest zupełnie inny, można powiedzieć, że zapaliło się zielone światło dla Pruszkowa – mówi. Po szczegóły odsyła do prezydenta Pawła Makucha.

Prezydent aż wzdycha słysząc pytanie o autobus. – Pozwoli pan, że na tym etapie powiem, że wykonaliśmy kawał solidnej pracy. Mniej więcej na połowę czerwca mamy zaplanowane spotkanie z dyrekcją ZTM, która przyjedzie do Pruszkowa. Po nim na spokojnie będę mógł przekazać bardziej szczegółowe informacje. Idziemy w dobrym kierunku – mówi Paweł Makuch.

Czy wiadomo już coś o częstotliwości kursów? – W tej chwili ZTM przygotowuje propozycję rozkładu jazdy dla naszego autobusu – odpowiada prezydent. – Zapewniam, że funkcjonowanie linii będzie zbieżne z oczekiwaniami mieszkańców wyrażonymi w ankiecie.

Tu warto przypomnieć, że w internetowej ankiecie przeprowadzonej w 2019 roku przez Urząd Miasta Pruszkowa mieszkańcy jako najbardziej oczekiwaną trasę wskazali: osiedle Staszica (pętla)–Plantowa–Powstańców–al. Wojska Polskiego–Aleje Jerozolimskie–Dworzec Zachodni.

Powodów zmiany nastawienia ZTM wobec oczekiwań Pruszkowa jest kilka. Jak udało nam się dowiedzieć, stolica z zainteresowaniem obserwuje rozwój komunikacji miejskiej w naszym mieście i spece z ZTM przyjadą do Pruszkowa, bo chcą obejrzeć nasze autobusy, a może nawet się nimi przejechać! Na tle podwarszawskich gmin Pruszków ma dziś wysoko rozwiniętą siatkę połączeń, zorganizowaną własnym sumptem i obsługiwaną nowym, niskopodłogowym taborem. Drugi powód jest bardziej praktyczny. ZTM-owi bardziej niż przed dwoma laty zależy dziś na dobrych stosunkach z naszym miastem, bo wraz z rozkręcaniem się przebudowy Dworca Zachodniego pojawi się sporo utrudnień dla pasażerów pociągów oraz SKM. Regularna linia autobusowa stanowiłaby dobrą alternatywę. Podstawowy rozkład, zaakceptowany przez Pruszków, w razie potrzeby mógłby być „dogęszczany” przez ZTM, gdyby kursy Kolei Mazowieckich oraz SKM trzeba było radykalnie ograniczyć. Autobusy kursowałyby więc nieprzerwanie, linia nie byłaby likwidowana i przywracana na czas chwilowych utrudnień, co najwyżej zmieniano by liczbę kursów. Dla pasażerów oznaczałoby to ogromną wygodę – na autobus mogliby liczyć zawsze, niezależenie od tego, co w danym dniu dzieje się na kolei.

Uruchomienie autobusu do Warszawy było przed wyborami w 2018 roku jedną z głównych obietnic zarówno Pawła Makucha, jak i ówczesnego prezydenta Jana Starzyńskiego, obietnica znalazła się nawet na pierwszym miejscu programu wyborczego SPP. To oznacza, że radni tego ugrupowania raczej nie odważą się rozgrywać autobusu politycznie i nie będą próbowali utrącać pieniędzy na jego uruchomienie tylko po to, żeby odegrać się na prezydencie.

Dziś w Urzędzie Miasta Pruszkowa nikt nie chce podać choć przybliżonej daty możliwego uruchomienia połączenia autobusowego. Obawa, że powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy to na filmiku Paweł Makuch triumfalnie obwieścił „Mamy to!”, a potem sprawa skończyła się klapą, jest tak wielka, że urzędnicy wolą zdawkowo mówić „o zielonym świetle ZTM dla Pruszkowa”. Ale nieoficjalnie przyznają: „Jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko załatwienia tej sprawy”.