Fot.: Wikipedia

Autobus i fajerwerki – konsultacje czy wielka farsa?

(96)

Kilka dni temu zakończyły się konsultacje w sprawie proponowanej trasy autobusu do Warszawy oraz organizacji pokazu fajerwerków podczas miejskich obchodów Nowego Roku. Czy jesteśmy w stanie ustalić ich rezultaty?

Na konsultacje składały się dwa niezależne głosowania. W każdym z nich mieszkańcy mieli odpowiedzieć na jedno pytanie (ankiety można obejrzeć pod tym i tym linkiem). Opinie można było wyrażać za pośrednictwem papierowych kart do głosowania oraz formularzy Google – darmowej aplikacji dostępnej w Internecie. Jej użycie miało uczynić głosowanie bardziej przystępnym dla tych z nas, którzy nie koniecznie chcieli fatygować się do Urzędu (lub w inne miejsca, w których usytuowane były urny do głosowania). Praktyka pokazała, że przy takim doborze narzędzi, ustalenie wyników konsultacji graniczy z niemożliwością.

“Ile osób”, czy “ile głosów”?

“W głosowaniu online udział wzięło 3996 osób” – czytamy w komunikacie opublikowanym na miejskiej stronie na Facebooku. Czy twierdzenie to jest zgodne z prawdą? Formularze Google Forms nie zawierają zbyt wielu zabezpieczeń, które mogłyby zapobiec oddaniu kilku głosów przez jedną osobę. Najprostszym sposobem na wielokrotne głosowanie było skorzystanie z kilku kont Google kolejno po sobie. Po oddaniu głosu wystarczyło przelogować się na inne konto, a jeśli to nie pomogło, to wyczyszczenie pamięci podręcznej, ciasteczek, danych w przeglądarce i rozpoczęcie nowej sesji udostępniało ankietę do ponownego udziału przez tę samą osobę (brzmi jak skomplikowana rzecz, lecz w praktyce chodzi o kilka kliknięć).

Ile osób tak zrobiło? Z rozmów, które przeprowadziłem na temat ankiet, wynika jasno, że więcej niż jedna. Ile głosów oddała każda z nich? Nie wiadomo. Tym niemniej sam fakt istnienia takiej możliwości sprawia, że ustalenie faktycznej liczby uczestników głosowania jest awykonalne. Mogło to być równie dobrze 3996 osób, jak i tysiąc.

Pani z Krakowa? Witamy w Pruszkowie, zapraszamy do głosowania!

“Czy chce Pan/Pani, aby podczas miejskiego powitania Nowego Roku 2020 odbył się pokaz fajerwerków?” – tak postawiono pytanie w bardziej kontrowersyjnej z dwóch ankiet. Przez ostatnie miesiące temat sztucznych ogni powodował nagły i niekontrolowany wybuch emocji wszędzie, gdzie się pojawił. Między innymi to sprawiło, że najzagorzalsi zwolennicy każdej z opcji znaleźli w sobie dużo determinacji, by doprowadzić do rozstrzygnięcia ankiety na swoją korzyść.

Dziś nie tylko nie jesteśmy w stanie określić kto faktycznie wziął udział w głosowaniu, ale też czy każdy z głosujących faktycznie jest mieszkańcem Pruszkowa

Skutek? Linki do ankiety zaczęły pojawiać się na forach niekoniecznie związanych z Pruszkowem. Do głosowania (za każdą z opcji) namawiani byli bliżsi i dalsi znajomi orędowników sprawy. Z dnia na dzień przybywało głosów. Szala zwycięstwa kilkukrotnie przechylała się na jedną bądź drugą stronę. W ferworze walki jej uczestnicy zdali się przestać zauważać, jak bardzo kompromitują nie tylko siebie, ale i ideę konsultacji społecznych jako takich.

Dziś nie tylko nie jesteśmy w stanie określić kto faktycznie wziął udział w głosowaniu, ale też czy każdy z głosujących faktycznie jest mieszkańcem Pruszkowa. A skoro tak, to równie dobrze można było opublikować ankietę na wybranym zagranicznym portalu, z całkowitym pominięciem Pruszkowa.

Tak. Nie. Albo nie – tak.

Ankieta dotycząca trasy autobusu do Warszawy zawierała jedno pytanie wielokrotnego wyboru. Każda z dostępnych odpowiedzi wskazywała na jeden z trzech wariantów trasy zaproponowanej przez Urząd Miasta. Dostępna była również odpowiedź “żadne z powyższych”.

Biorący udział w ankiecie mogli zaznaczyć kilka, lub nawet wszystkie odpowiedzi na raz (tak, dokładnie, włącznie z “żadne z powyższych”).

Na czym polega problem? Biorący udział w ankiecie mogli zaznaczyć kilka, lub nawet wszystkie odpowiedzi na raz (tak, dokładnie, włącznie z “żadne z powyższych”). Rezultat? Według podglądu ankiety w Google Forms, udzielono w niej 3123 odpowiedzi, natomiast po zsumowaniu liczby głosów oddanych na poszczególne pytania wychodzi nam 4001. Wynika stąd, że przynajmniej kilkaset głosów – w tym mój – zostały oddane na więcej niż jedną opcję.

Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że być może właśnie dlatego miasto nie opublikowało jeszcze oficjalnych wyników głosowania. Jeśli przyjęta w magistracie strategia nie zakłada możliwości przyznania się do błędu i wycofania się z błędnej decyzji o wykorzystaniu Google Forms (a obstawiłbym dolary przeciwko orzechom, że tak właśnie jest), to zręczne wybrnięcie z tej sytuacji może być trudne.

Papier, Google, nożyce

Skoro podliczenie głosów nastręcza problemów wyłącznie w przypadku głosowania online, to może uznajmy, że ważne są tylko głosy oddane na papierze. Zwyczajnie “obetnijmy” głosy oddane w sieci i policzmy wyłącznie te oddane drogą tradycyjną – na taki pomysł mógłby wpaść mało uważny obserwator i trzeba by mu przyznać, że brzmiałby on dość sensownie, nieprawdaż?

Nie do końca. Wśród głosów oddanych przez Google Forms z całą pewnością jest mnóstwo tych oddanych uczciwie i w dobrzej wierze. Osoby głosujące przez Internet nie zdecydowały się na przystąpienie do głosowania “na papierze” i miały do tego prawo. Nie wiemy jednak jaka część z nich udałaby się do tradycyjnej urny wiedząc, że głosy oddane online nie zostaną wzięte pod uwagę. Rozwiązanie “tylko papier” byłoby więc nie tylko mało miarodajne ale i nieuczciwe wobec części głosujących (choć nie wiadomo jak dużej). 

Z wyjściem, czy bez wyjścia?

Logicznym, racjonalnym i uczciwym ruchem byłoby wycofanie się pomysłu podejmowania decyzji na podstawie wyników ankiety Google Forms. Jednak czy w magistracie znajdzie się choć jedna osoba gotowa na takie wyjście? Jeśli nie, będzie to oznaczać, że Urząd Miasta odciął sobie jedyną drogę ucieczki z tej niekomfortowej sytuacji. Co więcej – będzie się to wiązało z koniecznością nagięcia praw logiki do granic możliwości.

Czy to się uda? Można próbować. Ale – nawiązując do tematyki konsultacji – fajerwerków się nie spodziewam.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA