Kilka dni temu zakończyły się konsultacje w sprawie proponowanej trasy autobusu do Warszawy oraz organizacji pokazu fajerwerków podczas miejskich obchodów Nowego Roku. Czy jesteśmy w stanie ustalić ich rezultaty?

Na konsultacje składały się dwa niezależne głosowania. W każdym z nich mieszkańcy mieli odpowiedzieć na jedno pytanie (ankiety można obejrzeć pod tym i tym linkiem). Opinie można było wyrażać za pośrednictwem papierowych kart do głosowania oraz formularzy Google – darmowej aplikacji dostępnej w Internecie. Jej użycie miało uczynić głosowanie bardziej przystępnym dla tych z nas, którzy nie koniecznie chcieli fatygować się do Urzędu (lub w inne miejsca, w których usytuowane były urny do głosowania). Praktyka pokazała, że przy takim doborze narzędzi, ustalenie wyników konsultacji graniczy z niemożliwością.

“Ile osób”, czy “ile głosów”?

“W głosowaniu online udział wzięło 3996 osób” – czytamy w komunikacie opublikowanym na miejskiej stronie na Facebooku. Czy twierdzenie to jest zgodne z prawdą? Formularze Google Forms nie zawierają zbyt wielu zabezpieczeń, które mogłyby zapobiec oddaniu kilku głosów przez jedną osobę. Najprostszym sposobem na wielokrotne głosowanie było skorzystanie z kilku kont Google kolejno po sobie. Po oddaniu głosu wystarczyło przelogować się na inne konto, a jeśli to nie pomogło, to wyczyszczenie pamięci podręcznej, ciasteczek, danych w przeglądarce i rozpoczęcie nowej sesji udostępniało ankietę do ponownego udziału przez tę samą osobę (brzmi jak skomplikowana rzecz, lecz w praktyce chodzi o kilka kliknięć).

Ile osób tak zrobiło? Z rozmów, które przeprowadziłem na temat ankiet, wynika jasno, że więcej niż jedna. Ile głosów oddała każda z nich? Nie wiadomo. Tym niemniej sam fakt istnienia takiej możliwości sprawia, że ustalenie faktycznej liczby uczestników głosowania jest awykonalne. Mogło to być równie dobrze 3996 osób, jak i tysiąc.

Pani z Krakowa? Witamy w Pruszkowie, zapraszamy do głosowania!

“Czy chce Pan/Pani, aby podczas miejskiego powitania Nowego Roku 2020 odbył się pokaz fajerwerków?” – tak postawiono pytanie w bardziej kontrowersyjnej z dwóch ankiet. Przez ostatnie miesiące temat sztucznych ogni powodował nagły i niekontrolowany wybuch emocji wszędzie, gdzie się pojawił. Między innymi to sprawiło, że najzagorzalsi zwolennicy każdej z opcji znaleźli w sobie dużo determinacji, by doprowadzić do rozstrzygnięcia ankiety na swoją korzyść.

Dziś nie tylko nie jesteśmy w stanie określić kto faktycznie wziął udział w głosowaniu, ale też czy każdy z głosujących faktycznie jest mieszkańcem Pruszkowa

Skutek? Linki do ankiety zaczęły pojawiać się na forach niekoniecznie związanych z Pruszkowem. Do głosowania (za każdą z opcji) namawiani byli bliżsi i dalsi znajomi orędowników sprawy. Z dnia na dzień przybywało głosów. Szala zwycięstwa kilkukrotnie przechylała się na jedną bądź drugą stronę. W ferworze walki jej uczestnicy zdali się przestać zauważać, jak bardzo kompromitują nie tylko siebie, ale i ideę konsultacji społecznych jako takich.

Dziś nie tylko nie jesteśmy w stanie określić kto faktycznie wziął udział w głosowaniu, ale też czy każdy z głosujących faktycznie jest mieszkańcem Pruszkowa. A skoro tak, to równie dobrze można było opublikować ankietę na wybranym zagranicznym portalu, z całkowitym pominięciem Pruszkowa.

Tak. Nie. Albo nie – tak.

Ankieta dotycząca trasy autobusu do Warszawy zawierała jedno pytanie wielokrotnego wyboru. Każda z dostępnych odpowiedzi wskazywała na jeden z trzech wariantów trasy zaproponowanej przez Urząd Miasta. Dostępna była również odpowiedź “żadne z powyższych”.

Biorący udział w ankiecie mogli zaznaczyć kilka, lub nawet wszystkie odpowiedzi na raz (tak, dokładnie, włącznie z “żadne z powyższych”).

Na czym polega problem? Biorący udział w ankiecie mogli zaznaczyć kilka, lub nawet wszystkie odpowiedzi na raz (tak, dokładnie, włącznie z “żadne z powyższych”). Rezultat? Według podglądu ankiety w Google Forms, udzielono w niej 3123 odpowiedzi, natomiast po zsumowaniu liczby głosów oddanych na poszczególne pytania wychodzi nam 4001. Wynika stąd, że przynajmniej kilkaset głosów – w tym mój – zostały oddane na więcej niż jedną opcję.

Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że być może właśnie dlatego miasto nie opublikowało jeszcze oficjalnych wyników głosowania. Jeśli przyjęta w magistracie strategia nie zakłada możliwości przyznania się do błędu i wycofania się z błędnej decyzji o wykorzystaniu Google Forms (a obstawiłbym dolary przeciwko orzechom, że tak właśnie jest), to zręczne wybrnięcie z tej sytuacji może być trudne.

Papier, Google, nożyce

Skoro podliczenie głosów nastręcza problemów wyłącznie w przypadku głosowania online, to może uznajmy, że ważne są tylko głosy oddane na papierze. Zwyczajnie “obetnijmy” głosy oddane w sieci i policzmy wyłącznie te oddane drogą tradycyjną – na taki pomysł mógłby wpaść mało uważny obserwator i trzeba by mu przyznać, że brzmiałby on dość sensownie, nieprawdaż?

Nie do końca. Wśród głosów oddanych przez Google Forms z całą pewnością jest mnóstwo tych oddanych uczciwie i w dobrzej wierze. Osoby głosujące przez Internet nie zdecydowały się na przystąpienie do głosowania “na papierze” i miały do tego prawo. Nie wiemy jednak jaka część z nich udałaby się do tradycyjnej urny wiedząc, że głosy oddane online nie zostaną wzięte pod uwagę. Rozwiązanie “tylko papier” byłoby więc nie tylko mało miarodajne ale i nieuczciwe wobec części głosujących (choć nie wiadomo jak dużej).

Z wyjściem, czy bez wyjścia?

Logicznym, racjonalnym i uczciwym ruchem byłoby wycofanie się pomysłu podejmowania decyzji na podstawie wyników ankiety Google Forms. Jednak czy w magistracie znajdzie się choć jedna osoba gotowa na takie wyjście? Jeśli nie, będzie to oznaczać, że Urząd Miasta odciął sobie jedyną drogę ucieczki z tej niekomfortowej sytuacji. Co więcej – będzie się to wiązało z koniecznością nagięcia praw logiki do granic możliwości.

Czy to się uda? Można próbować. Ale – nawiązując do tematyki konsultacji – fajerwerków się nie spodziewam.