Autobus do Warszawy – wóz albo przewóz

(17)

Przedłużające się negocjacje z ZTM na temat linii autobusowej do Warszawy osłabiają prezydenta Pawła Makucha. Jesienią może okazać się, że z zaufania mieszkańców pozostało niewiele. Czy wykorzystają to mało przychylni mu radni?

Paweł Makuch pada ofiarą własnego optymizmu i obietnic z kampanii wyborczej. I choć podobny los spotkałby każdego, kto zasiadł w fotelu prezydenta Pruszkowa, to jemu przychodzi dziś zmierzyć się z niestałością sympatii elektoratu. W mediach społecznościowych gołym okiem widać narastającą falę negatywnych komentarzy. Wszystko przez jedną deklarację złożoną niecały rok temu: uruchomienia linii autobusowej do stolicy.

Cofnijmy się do 2018 roku. W pierwszych dniach września kolejarze po rocznej przerwie spowodowanej remontem przywracają ruch pociągów do Warszawy. Podróżnych wpuszczają na peron będący jednym wielkim placem budowy. Częstotliwość kursów nie jest duża, mimo to z upływem czasu ograniczane jest kursowanie zastępczych linii autobusowych, zwłaszcza popularnej ZP. W Pruszkowie rozkręca się właśnie samorządowa kampania wyborcza. Wszyscy kandydaci czują, że mogą ugrać punkty i po kolei wpisują obietnicę uruchomienia stałej całorocznej linii autobusowej do swoich programów. Robi to nawet Jan Starzyński, który całymi latami odpowiadał mieszkańcom, że żadnego autobusu do stolicy nie będzie, bo po co. Ale jemu ludzie wierzą już mniej, głosy w większości oddają na dynamicznego Makucha.  I trudno się dziwić, że z coraz większym zniecierpliwieniem domagają się teraz, by zrobił to, co obiecał.

Czy autobus do Warszawy to dla pruszkowiaków rzecz o pierwszorzędnym znaczeniu? Można by polemizować. Myślę że dla zrównoważonego rozwoju miasta dużo istotniejsza jest gruntowna reforma komunikacji wewnętrznej, rozbudowa sieci dróg, budowa parkingu P&R Ride przy WKD, budowa nowego wiaduktu nad torami PKP. Autobus do Warszawy to jedynie uzupełnienie całej listy zadań. Ale ponieważ to autobus znalazł się na czele wyborczych obietnic, jego brak stał się wyznacznikiem skuteczności prezydenta. Wystarczy zobaczyć, co dzieje się na portalach społecznościowych, które są dziś miernikiem nastrojów. Dzień bez problemu autobusu niemal nie istnieje. Przybywa głosów, że kandydat na prezydenta oszukał.

Paweł Makuch dodatkowo podgrzał nastroje, wrzucając w kwietniu do sieci sławny filmik „Mamy to!”,  w którym triumfalnie informował, że ZTM wreszcie zgodził się przygotować koncepcję linii do Dworca Zachodniego w śladzie dawnej linii ZP. Niecałe dwa miesiące później okazało się, że koncepcja owszem, powstała, ale ZTM nadal odrzuca możliwość jej realizacji. Mieszkańcy zareagowali irytacją. Ale adresatem ich złości w coraz mniejszym stopniu jest ZTM, a w coraz większym sam prezydent.

Negatywne emocje będą eskalować. Przez najbliższe dwa miesiąca PKP co kilkanaście dni będzie zmieniać rozkłady jazdy pociągów. Częstotliwość kursów na trasie do Pruszkowa znów zmaleje. Mimo wakacji w pociągach będzie tłok. Do tego dojdą upały, niedziałająca klimatyzacjach w wagonach, tradycyjne opóźnienia, awarie skutkujące przerwami w ruchu. Każda taka sytuacja będzie przypominać pasażerom, że mieli mieć alternatywę w postaci linii autobusowej.

Co czeka Pawła Makucha jesienią? Jeśli autobusu nadal nie będzie, albo przynajmniej nie zostanie podana data uruchomienia połączenia, to liczba krytyków może zdecydowanie dominować nad zwolennikami. Teoretycznie nie ma to znaczenia, przecież kolejne wybory dopiero za cztery lata. Jednak ta niechęć poważnie osłabi prezydenta w relacjach z radą miasta, w której nie ma większości, a głosowania za każdym razem są próbą sił. Radni czując malejącą popularność głowy miasta zaczną ostrzej formułować swoje uwagi. Do tej pory propozycje uchwał przygotowanych przez prezydenta w znakomitej większości przechodziły. Za kilka miesięcy może już nie być tak gładko. W skrajnym wypadku radni mogą wręcz zmasakrować projekt budżetu Pruszkowa na 2020 rok przygotowany przez nową ekipę w urzędzie, wprowadzając poprawki, które kompletnie wywrócą jego założenia. To z kolei spowoduje, że prezydent straci możliwość realizacji swoich obietnic z kampanii, co jeszcze bardziej osłabi jego wizerunek wśród mieszkańców. Koło z napisem „Porażka” zacznie się toczyć.

Prezydent ma do wyboru trzy scenariusze. Pierwszy – postępować tak, jak do tej pory: niespiesznie rozmawiać z ZTM, powoli sącząc informacje o kolejnych odrzuconych postulatach, a brak sukcesu maskować innymi działaniami. Ale to balansowanie na cienkiej linie – byle awaria na kolei będzie wywoływać gniew mieszkańców. Po drugie, powiedzieć wprost: ZTM nie zgadza się, a więc się nie da – ale to by oznaczało, że za cztery lata niemal na sto procent czeka nas kolejna zmiana na stanowisku prezydenta. Mieszkańcy i przyszli konkurenci o przyznaniu się do porażki nie zapomną. Po trzecie, zagrać va banque: „wymusić” na ZTM albo jakimkolwiek innym przewoźniku uruchomienie linii do Warszawy na trasie choćby zbliżonej do tej, której oczekują mieszkańcy. Na przykład do Alei Krakowskiej – z nastawieniem, że gdy linia zacznie wreszcie funkcjonować, to z upływem miesięcy można by wprowadzać korekty dotyczące trasy czy częstotliwości kursów.

Jesień będzie czasem pierwszych poważnych ocen nowej ekipy rządzącej Pruszkowem. I choćby nie wiem jak bardzo urząd miasta pod koniec roku chwalił się zakończonym remontem ulicy Stalowej, Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej czy otwarciem tunelu w ulicy Działkowej, nie przykryje to ewentualnej porażki związanej z linią do stolicy. Dziś w Pruszkowie alternatywa jest prosta: wóz albo przewóz. Albo autobus pojedzie do Warszawy i pozwoli prezydentowi kontynuować realizację własnej polityki, albo zacznie go powoli rozjeżdżać, na co mam wrażenie, część radnych tylko czeka.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Sławomir Bukowski

Rodowity pruszkowiak, dziennikarz prasowy, podróżnik. Pracował jako reporter miejski, redaktor, wydawca. Specjalizuje się w tematyce samorządowej. Interesuje się rozwiązaniami smart city, problematyką transportu i mobilności miejskiej. Prywatnie zwariowany podróżnik, jeździ tam gdzie dowiozą go tanie linie, uwielbia wędrówki z plecakiem od rana do nocy, lokalną kuchnię i wino.

PROFIL REDAKTORA