Radni z Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska oraz Skarbu, Budżetu i Finansów zebrali się w ektraordynaryjnym trybie, żeby zaopiniować projekty uchwał przedstawionych przez prezydenta Pawła Makucha na zaplanowaną na środę sesję nadzwyczajną. Warto przypomnieć, że pod koniec maja rada głosami SPP i KO wyrzuciła w całości do kosza propozycje zmian w budżecie Pruszkowa na 2021 r. oraz zespolone z nimi korekty wieloletniej prognozy finansowej. Sprzeciw radnych wzbudziła propozycja przesunięcia pieniędzy na wodny plac zabaw, zamiast jednak „wyjąć” je i pozytywnie przegłosować resztę zmian – odrzucili całość. Dlaczego tak zrobili? Wszystko wskazuje, że był to element gry politycznej z prezydentem.

Paweł Makuch uchwały poprawił – wodnego placu nie ma, ale cała reszta poprawek z maja pozostała. I radni tym razem zajęli się tym, do czego zostali przez mieszkańców w wyborach desygnowani – merytoryczną analizą dokumentów.

Sporo uwagi poświęcili propozycji zabezpieczenia w budżecie 350 tys. zł na uruchomienie linii autobusowej do Warszawy. Prezydent Paweł Makuch oraz naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju Monika Golędzinowska przedstawili trochę szczegółów na temat rozmów prowadzonych z warszawskim ZTM. Autobus miałby zacząć kursować we wrześniu na trasie z osiedla Staszica do Dworca Zachodniego, ale – i tu ważna uwaga – tylko w godzinach szczytu: 5.30–9.30 i 14.00–19.00. Radny Piotr Bąk (KO) podkreślał, że oznacza to jedynie częściowe spełnienie oczekiwań mieszkańców, którzy w ankiecie w 2019 roku opowiedzieli się za całodziennymi kursami w dni robocze. Paweł Makuch tłumaczył, że jest to opcja na czas pandemii – nie wiadomo, czy czwarta fala koronawirusa nie spowoduje ogłoszenia jesienią kolejnego lockdownu, co oznaczałoby spadek przewozów pasażerskich niemal do zera. Podkreślał, że najważniejsze, że ZTM zrewidował podejście do oczekiwań Pruszkowa, godzi się na uruchomienie autobusu i w tej chwili pracuje nad rozkładem jazdy. Więcej szczegółów przedstawi radnym po zaplanowanym na czerwiec spotkaniu z dyrekcją ZTM. Kwota 350 tys. zł na uruchomienie linii jest wyjściowa – jej zabezpieczenie w budżecie to warunek kontynuowania rozmów z ZTM, który musi mieć pewność, że Pruszków sfinansuje połączenie. Możliwe, że ostateczna wartość tegorocznej zapłaty za autobus będzie mniejsza.

Radnego Olgierda Lewana (SPP) zaniepokoiła ilość pieniędzy (350 tys. zł) zaplanowanych na urządzenie zieleni przy budowanym łączniku ulic Dolnej i Piastowskiej w Malichach. Kwota jest wysoka. Naczelnik Wydziału Realizacji Inwestycji Elżbieta Korach tłumaczyła, że pieniądze pozwolą najpierw zamówić profesjonalny projekt, a potem go zrealizować – tak, żeby zieleń utrzymana była w standardzie nie niższym, niż przy ulicy Działkowej. Radny Lewan dopominał się też o remont ulicy Dolnej – do torów WKD. Nawierzchnia jest stara, wykruszona, wielokrotnie łatana – a właśnie na nią będą „wpadać” kierowcy wyjeżdżający z łącznika. To kiepska wizytówka Malich. Naczelnik Korach mówiła, że Dolna wymaga kompleksowej przebudowy, a nie tylko położenia nowej nawierzchni, jednak do tego niezbędne jest pozyskanie przez miasto działek wzdłuż pasa drogowego. Remont będzie kosztował nawet kilka milionów złotych i trudno dziś zadeklarować, czy w budżecie na 2022 rok uda się wygospodarować takie środki. Na razie przygotowywany jest projekt inwestycji.
Sporo emocji wywoła propozycja wprowadzenia do bieżącego budżetu dotacji (1,5 mln zł) z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych na przebudowę Szkoły Podstawowej nr 3 przy al. Wojska Polskiego. Radny Karol Chlebiński (SPP) zgłosił poprawkę, żeby nie robić tego teraz. Pieniądze nie przepadną, zaś ich wprowadzenie do budżetu zaciemniłoby próbę oszacowania wartości inwestycji. W tym roku musiałyby one zostać zaksięgowane po stronie przychodowej, poprawiając bilans całego budżetu miasta, a w przyszłym – wydatkowej, wpływając na bilans ujemnie. Lepiej poczekać, aż powstanie projekt budowlany oraz kosztorys i dopiero wtedy zaksięgować dotację. Będzie wiadomo, ile pieniędzy wykłada miasto, a ile pochodzi ze środków zewnętrznych. Propozycja została zaakceptowana głosami radnych SPP i KO zarówno z Komisji Gospodarki Komunalnej, jak i Skarbu, Budżetu i Finansów.
Poprawka Karola Chlebińskiego była tak naprawdę jedyną zmianą wprowadzoną do projektów uchwał finansowych przedstawionych przez Pawła Makucha. Całą resztę zaopiniowano pozytywnie. Radni, choć jeszcze w maju byli innego zdania, teraz zgodzili się przesunąć pieniądze np. na budowę skweru z tężnią solankową przy ul. Andrzeja, na montaż progów zwalniających na ul. Ireny, na autobus do Warszawy czy na urządzenie zieleni w Malichach.

Na koniec członkowie Komisji Gospodarki Komunalnej ponownie dyskutowali nad projektem uchwały w sprawie przekazania przez miasto działki przy ulicy Elektrycznej na Gąsinie pod budowę bloku z mieszkaniami komunalnymi. Radni SPP i KO uważają, że blok będzie za wysoki (6 kondygnacji). Wiceprezydent Konrad Sipiera oraz prezes spółki TBS „Zieleń Miejska” Maciej Roszkowski tłumaczą, że działają w interesie mieszkańców, którzy całymi latami oczekują na lokale od miasta. Obniżenie budynku oznaczałoby zmniejszenie liczby lokali. Działka przy Elektrycznej sąsiaduje z zabudowaniami PGE oraz elektrociepłowni, 6 kondygnacji odpowiadałoby mniej więcej wysokości zabudowań przemysłowych. Radni jednak oponowali. Dorota Kossakowska (KO) mówiła o betonowaniu miasta. Piotr Bąk twierdził, że został przez władze Pruszkowa oszukany podczas dyskusji nad opracowywanym dla tego rejonu projektem miejscowego planu zagospodarowania, który przewidywał maksymalnie trzy kondygnacje. Olgierd Lewan przestrzegał wiceprezydenta Konrada Sipierę, żeby nie czerpał negatywnych wzorców od deweloperów, którzy chcą budować dużo i wysoko. Ostatecznie radni projekt uchwały o przekazaniu działki TBS-owi zaopiniowali negatywnie. Co to oznacza? Że dopóki spółka nie jest jej właścicielem, nie przygotuje projektu budowlanego i nie rozpocznie inwestycji. Rozwój budownictwa komunalnego w Pruszkowie wciąż stoi więc pod znakiem zapytania. I jeszcze ciekawostka – na parterze bloku przy Elektrycznej miasto chciałoby uruchomić pierwszy na Gąsinie żłobek.

Wtorkowe obrady komisji były ciekawe z kilku powodów. Radni SPP i KO najwyraźniej zmienili swoje nastawienie do niektórych inwestycji. Przestali na przykład torpedować plany rozbudowy Szkoły Podstawowej nr 3. Karol Chlebiński chyba trzykrotnie podkreślił, że nie jest ich przeciwnikiem. Zaś jego propozycję przesunięcia terminu zaksięgowania rządowej dotacji można ocenić jako racjonalną – środki są bezpieczne, nie przepadną, a wprowadzenie ich do przyszłorocznego budżetu Pruszkowa pozwoli klarowniej zestawić źródła finansowania przedsięwzięcia, którego fizyczna realizacja miałaby zacząć się w 2022 roku.

W dyskusjach o autobusie do Warszawy radni SPP i KO zaczęli powoływać się na oczekiwania mieszkańców, na przykład co do częstotliwości kursów. Dziś jedynym przeciwnikiem tej linii jest już chyba tylko radny Józef Moczuło (SPP), który dramatycznym głosem pytał, komu będzie się chciało korzystać z autobusu w porze największych korków. Ale po pierwsze, radny nie korzysta z komunikacji miejskiej w Pruszkowie, a po drugie, najwyraźniej nie interesuje się organizacją transportu zbiorowego i nie wie, że linia ZTM 717 z Piastowa do Warszawy cieszy się dużą popularnością, a jej przebieg Alejami Jerozolimskimi pokrywa się z przebiegiem planowanej linii do Pruszkowa.

Największe zdumienie mogły budzić jednak argumenty o „betonowaniu Pruszkowa” w trakcie dyskusji nad blokiem komunalnym przy ul. Elektrycznej – w ustach radnych SPP! Przedstawiciele ekipy, która firmowała w poprzednich kadencjach decyzje o sprzedaży deweloperom atrakcyjnych miejskich działek, w tym przeznaczonych pod budowę szkół (sic!), dziś przestrzegają Pawła Makucha i Konrada Sipierę przed powielaniem błędów z przeszłości. Nie jestem w stanie jeszcze rozstrzygnąć, czy to przejaw hipokryzji i gry politycznej obliczonej na zablokowanie budowy mieszkań komunalnych, czy rzeczywiście radni SPP zrozumieli skutki szkodliwych dla miasta decyzji sprzed lat. Pocieszające jest to, że coraz częściej w swoich wypowiedziach powołują się na „interes społeczny” i „oczekiwania mieszkańców, z którymi rozmawiali”. Oby tylko „interes” nie okazał się zasłoną dymną dla kolejnej politycznej strategii. Ale może jestem pesymistą i oceniam ich niesprawiedliwie?