Czarne chmury gromadzą się nad planami rozwoju komunikacji autobusowej między Pruszkowem a Warszawą. Działania władz naszego miasta w tym zakresie są bezskuteczne.

Złe wieści ogłoszone zostały na wtorkowym posiedzeniu doraźnej komisji ds. komunikacyjnych Rady Miasta Pruszkowa. – W maju zeszłego roku był pana wpis, filmik, że mamy autobus do Warszawy – zwrócił się do prezydenta Pawła Makucha przewodniczący komisji Piotr Bąk (Koalicja Obywatelska). – Za chwilę będziemy mieli dwanaście miesięcy od opublikowania tego filmu. Były konsultacje dotyczące trasy, został wybrany wariant. Mam przed sobą pana pismo do ZTM, które w styczniu tego roku zostało pokazane w mediach społecznościowych. I co? – pytał Bąk.

I… nic. Jak się okazuje, warszawski Zarząd Transportu Miejskiego w ogóle nie odpowiedział na nie. W tym piśmie Paweł Makuch, mając zaakceptowane przez radnych 1,5 mln zł w budżecie na sfinansowanie linii autobusowej do stolicy, prosił o przesłanie konkretnych informacji dotyczących rozkładu jazdy, liczby pojazdów, które będą obsługiwać połączenie, jego szacunkowego kosztu oraz daty uruchomienia.

Wobec braku odpowiedzi prezydent – jak tłumaczył na komisji – złożył kolejną wizytę w ZTM i pod koniec lutego wysłał następne pismo. Dziś, czyli w środę 11 marca, jest umówiony na spotkanie z wiceprezydentem Warszawy Robertem Soszyńskim, na którym ma poruszyć kwestię komunikacji. A co, jeśli to nic nie da? – Umów należy dotrzymywać – skwitował Paweł Makuch, nawiązując do wcześniejszych informacji, że ZTM pozytywnie odpowie na potrzeby mieszkańców Pruszkowa.

Sławomir Bukowski: obiecywanym od wyborów w 2018 roku autobusie do Warszawy wciąż nic nie wiadomo. To o tyle niepokojące, że już 15 kwietnia zacznie się kolejna tura utrudnień na linii kolejowej.

Pod koniec zeszłego roku na pytania, kiedy autobus z osiedla Staszica do Dworca Zachodniego zacznie kursować, z urzędu miasta płynęły zapewnienia, że w marcu bądź kwietniu 2020 roku. Dziś coraz bardziej realna wydaje się możliwość, że ZTM ostatecznie powie: „nie”. Co wtedy? Poproszona o komentarz już po posiedzeniu komisji Monika Golędzinowska, naczelnik Wydziału Strategii i Rozwoju urzędu miasta, odpowiedziała tajemniczo, że rozważane są warianty alternatywne. Prawdopodobnie jedynym wyjściem byłoby uruchomienie linii przez Pruszków, ale to z kolei wymagałoby nie tylko uzyskania od ZTM zgody na korzystanie z przystanków na terenie Warszawy, ale też płacenia za to.

Podsumowując: o obiecywanym od wyborów w 2018 roku autobusie do Warszawy wciąż nic nie wiadomo. To o tyle niepokojące, że już 15 kwietnia zacznie się kolejna tura utrudnień na linii kolejowej. Pociągi znów będą kursować po jednym torze. Będziemy więc zdani na zawodną i bardzo niepunktualną w takich sytuacjach kolej, bez alternatywy w postaci autobusu.

Jeszcze jedna zła wiadomość. Nieoczekiwanie pojawiła się groźba likwidacji działającej od zaledwie trzech miesięcy linii autobusowej R1 z osiedla Staszica, przez Michałowice, Raszyn, do pętli P&R Aleja Krakowska na Okęciu. Organizatorem tego połączenia jest Urząd Gminy Raszyn, a Pruszków dofinansowuje je w wysokości około 9 tys. zł miesięcznie. Okazuje się, że wójtowi Raszyna nie udało się zdobyć planowanej dotacji z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. A to oznacza, że koszty utrzymania linii będą większe, niż zakładano. Prezydent Pruszkowa otrzymał już od wójta pismo, że nasze miasto powinno zwiększyć poziom dofinansowania o 6 tys. zł miesięcznie – do ponad 15 tys. zł. – Nie wygląda to ciekawie. Panie prezydencie, co dalej? – pytał na komisji radny Piotr Bąk.

Naczelnik Monika Golędzinowska zaprezentowała dane dotyczące frekwencji. W listopadzie autobusy R1 przewiozły w sumie 514 osób, w grudniu – 569, a w styczniu, kiedy dwukrotnie zwiększona została częstotliwość kursów, liczba pasażerów podskoczyła do 1038. Daje to statystycznie… czterech pasażerów na kurs! Oczywiście jest to średnia, bo są kursy w godzinach szczytu, z których korzysta kilkadziesiąt osób, i niemal puste na przykład wieczorem.

– Może trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i rozważyć likwidację tej linii. Podejmując decyzję o dofinansowaniu R1 była mowa o 9 tys. zł miesięcznie. Taki wydatek został zapisany w budżecie miasta. Czy jest zasadne ekonomicznie utrzymywanie autobusu, który z tego co widzimy, ma tak niewielkie powodzenie? – pytał Piotr Bąk.

– Ja chciałabym, żeby państwo patrzyli na komunikację nie tylko przez pryzmat dofinansowania, ale także od strony mieszkańca. Dostaliśmy linię R1, która jest jaka jest, nikt nie jest z niej do końca zadowolony, ale autobus kursuje. Niedawno zlikwidowana została linia L23, od tej pory mamy ograniczony dojazd na przykład do Janek. Różne rozwiązania, które funkcjonowały, znikają – mówiła Małgorzata Kochańska, popularna w pruszkowskich mediach społecznościowych komentatorka lokalnych wydarzeń. – Wydaje mi się, że dobrym kierunkiem działań jest poprawa kontaktów z innymi gminami w zakresie planowania komunikacji, to przyniosłoby nam realną korzyść.

– Ale nasze relacje z innymi gminami są bardzo dobre. Nie jesteśmy jednak w stanie wypełnić zadania, które należy do powiatu – odpowiedział Paweł Makuch. – Jedyne co możemy zrobić, to wystosowywać kolejne prośby, apele, do starosty. Gdy to powiat był organizatorem linii R1, wkład finansowy Pruszkowa w dalszym ciągu byłby na poziomie 9 tys. zł miesięcznie, bo powiat z pewnością dostałby dotację z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych.

W styczniu, po likwidacji L23 (decyzję o tym podjął Urząd Gminy Raszyn, bo podobnie jak w przypadku R1 to on był organizatorem połączenia) i po wizycie u wiceprezydenta Konrada Sipiery zdenerwowanych mieszkańców, którzy z dnia na dzień stracili możliwość wygodnego dojazdu do pracy, urząd miasta wystosował do starosty pruszkowskiego pismo w sprawie konieczności rozwiązania problemu międzygminnych połączeń autobusowych. Jak poinformowała Monika Golędzinowska, odpowiedź do dziś nie nadeszła.

Problem komunikacji autobusowej pomiędzy gminami powraca od lat. Powiat z niezrozumiałych względów nie chce przejąć roli organizatora transportu. Dopóki nastawienie starosty w tej sprawie się nie zmieni, prezydenci, burmistrzowie i wójtowie będą zmuszeni szukać doraźnych rozwiązań, a mieszkańcy nie mają co liczyć na znaczącą poprawę oferty przewozowej.

Jeśli zaś chodzi o linię R1 – decyzja, czy ją utrzymywać, czy odmówiwszy zwiększenia dotacji doprowadzić do jej likwidacji, jeszcze w urzędzie miasta nie zapadła.