Gdyby w sondażu zapytać mieszkańców Pruszkowa o najbardziej sympatycznego lokalnego polityka, Artur Świercz zapewne uzyskałby najwięcej wskazań. Kiedy kilka dni temu poinformowaliśmy na portalu zpruszkowa.pl, że Świercz, radny powiatu pruszkowskiego, został wybrany wiceprzewodniczącym rady, post z informacją rozszedł się z szybkością błyskawicy, a gratulacjom nie było końca. Sam zainteresowany nominację z typową dla siebie skromnością skomentował: „Zaangażowania mi nie braknie, ale zdrowie i pomyślność wsparte Waszą energią od wielu lat uskrzydla moją aktywność. Chcieli mieć radnego, niech dopingują działalność jego. Dziękuję”. To on w grudniu ubiegłego roku w internetowym plebiscycie portalu zpruszkowa.pl został głosami mieszkańców wybrany Człowiekiem Roku 2020, zostawiając konkurentów daleko w tyle.

Trudno znaleźć kogoś, kto o młodym pruszkowskim polityku wypowiedziałby się negatywnie. Świercz znany jest z walki z barierami komunikacyjnymi, występuje w spotach emitowanych na ekranach w kolejce WKD, portale w całym kraju pokazywały jego zdjęcia z drogi do Morskiego Oka, kiedy o własnych siłach jechał wózkiem pod górę, wyprzedzany przez rozleniwionych „turystów” rozpartych na bryczkach ciągniętych przez konie. Jest wysportowany, startuje w imprezach typu Runmageddon. „Bariery są tylko w naszych głowach” – odpowiada na pytanie, jak osiągnąć tak nieprawdopodobny sukces.

Przez wiele lat traktowany był jako sympatyczny chłopak na wózku, ale zwycięstwo w wyborach na radnego powiatu, a teraz awans na wiceprzewodniczącego, zmieniają perspektywę oceny jego postaci. To już nie tylko barierołamacz, ale ambitny polityk mogący w niedalekiej przyszłości sięgnąć po najwyższe stanowiska w pruszkowskim samorządzie. Może starosta powiatu? A może prezydent Pruszkowa? O ile wybór starosty jest zawsze wynikiem wewnętrznych politycznych uzgodnień radnych, o tyle prezydenta wybierają mieszkańcy w powszechnych wyborach. A tutaj kapitał społeczny, zbudowany przez Świercza, okazałby się bezcenny.

Siłą młodego polityka, gdyby w 2023 r. zdecydował się powalczyć o prezydenturę, byłby brak jednoznacznej politycznej afiliacji. Co prawda w 2019 roku próbował dostać się do Sejmu – bez powodzenia – z list PSL, ale w powiecie przynależy do klubu radnych Dobro Wspólne. Ma czyste konto, nie można mu przypisać żadnej z nieudanych pruszkowskiej inwestycji. Pod tym względem gorzej wypada pytany regularnie, czy stanie do wyborczej walki, Michał Landowski, dziś sekretarz w powiecie, wiceprezydent Pruszkowa w czasach rządów SPP – w kampanii musiałby zmierzyć się z zarzutami firmowania budowy gmachu Centrum Dziedzictwa Kulturowego, zwanego potocznie „Titanikiem”, czy sprzyjania deweloperom charakterystycznego dla wieloletnich rządów poprzedniej ekipy. Landowski ma łatkę człowieka SPP, a ta byłaby dla niego raczej balastem niż magnesem na głosy mieszkańców.

Świercz korzystniej wypada dziś też na tle Piotra Bąka (KO), który już raz, bez sukcesu, walczył o prezydenturę i nie wyklucza ponownego startu. Z upływem czasu Bąk, swego czasu samodzielny polityk, stał się cieniem, czasem wręcz „dublerem” przewodniczącego klubu SPP Karola Chlebińskiego. Wypowiedzi obu mają identyczną temperaturę, obaj konsekwentnie budują wizerunek totalnych krytyków prezydenta Pawła Makucha. O ile jednak Chlebiński aspiracji prezydenckich nie przejawia i obstrukcja działań Makucha nie grozi mu politycznym wyautowaniem, o tyle dla Bąka taka strategia jest ryzykowna. Czy korzystny kapitał uda mu się zbudować wyłącznie na negacji? Czy pozycja surowego recenzenta nieprzedstawiającego alternatyw i nieszukającego kompromisu przekona mieszkańców, że pod czarną maską kryje się pozytywna postać, a maska to jedynie chwilowy polityczny rekwizyt?

Patrząc z dzisiejszej perspektywy na pruszkowską scenę, Artur Świercz miałby dwóch potężnych konkurentów. Jednym byłby oczywiście walczący o reelekcję Paweł Makuch, który jako urzędujący prezydent wykorzysta w 2023 roku całą urzędniczą machinę do promocji swoich sukcesów – tak robią wszyscy prezydenci i burmistrzowie w Polsce. Starcie w drugiej turze Świercza z Makuchem to nader prawdopodobny scenariusz. Drugim konkurentem byłby największy chyba krytyk obecnej ekipy z ulicy Kraszewskiego – społecznik Arek Gębicz. Aktywistę spośród wszystkich pruszkowskich polityków wyróżnia to, że nie poprzestaje na totalnej negacji i podsuwa propozycje alternatywnych rozwiązań. Bywa niekulturalny w internetowych dyskusjach, porywczy, obraża rozmówców, można się z jego propozycjami nie zgadzać, ale nie można odmówić mu braku pomysłów na Pruszków i na to, jak krok po kroku rozwiązywać problemy, zwłaszcza infrastrukturalne i związane z ochroną przyrody. Gębicz ma jeszcze jeden atut: prezentuje się jako wróg dzikiej deweloperki, co zjednuje mu serca mieszkańców zarzucających ekipie SPP i obecnej, że nie udaremniły budowy megabloku przy parku Potulickich. Jest pod tym względem zaprzeczeniem pruszkowskich radnych z SPP i KO skupionych głównie na bieżącej krytyce. Gębicz jeszcze się politycznie nie zadeklarował, zapisał się jednak do Szkoły Liderów Samorządowych, co raczej potwierdza przypuszczenia co do jego planów. Druga tura wyborów prezydenckich z Gębiczem i Makuchem wydaje się równie prawdopodobna, co ze Świerczem i Makuchem.

Artur Świercz w przeciwieństwie do Arka Gębicza nie angażuje się w dyskusje na tematy inwestycyjne czy związane z rozwojem Pruszkowa. Jeśli zdecyduje się stanąć do ostrej politycznej konkurencji, będzie musiał określić się w sprawach dotyczących deweloperki, parku Potulickich, ochrony przyrody czy rozbudowy bazy oświatowej. To będzie wymagało solidnego merytorycznego przygotowania i wizerunek sympatycznego uśmiechniętego chłopaka już nie wystarczy. Ale Świercz ma na to jeszcze dwa lata, a znając jego zaprogramowanie na sukces, byłby w stanie napisać i uzasadnić solidny program dla Pruszkowa.

Zapytaliśmy Artura Świercza, czy rozważa starania o prezydenturę w naszym mieście. Odpisał dyplomatycznie: „Nie dalej jak tydzień temu zostałem wybrany na funkcję wiceprzewodniczącego Rady Powiatu Pruszkowskiego. Przede mną perspektywa jeszcze 2 lat aktywności w tej kadencji na rzecz mieszkańców powiatu. Cieszę się, że pruszkowianie doceniają moje starania w podnoszeniu jakości życia. Podjęcie decyzji, o którą Pan pyta, zależy od wielu okoliczności. Póki co staram się wypełniać rzetelnie swoją rolę w radzie powiatu. Zbieram doświadczenia, żeby jeszcze lepiej i skuteczniej działać na rzecz lokalnej społeczności”.

A więc, nie zaprzeczył.