Arkadiusz Gębicz plany prezentował na tle porośniętej drzewami działki przy studni oligoceńskiej. Te drzewa, jak tłumaczył, władze Pruszkowa postanowiły wyciąć pod budowę parkingu dla gości wodnego placu zabaw. – Wodny plac, który stał się zarzewiem potężnego konfliktu pomiędzy radnymi a prezydentem, dziś już wiadomo, że nie powstanie. W związku z tym nie powstanie także parking dla samochodów, który miał być tutaj zlokalizowany – mówił. Zapewniał, że stowarzyszenie Za Pruszków! nie chce w tej sprawę występować jako strona, „która określa się z jakimkolwiek zdaniem”. – Chcemy przeprowadzenia konsultacji społecznych w sprawie wodnego placu zabaw. Radni Pruszkowa przyjęli niedawno uchwałę, korzystając z niej można, uzbierawszy 50 podpisów, wnioskować do prezydenta o przeprowadzenie konsultacji na ważne dla miasta i mieszkańców tematy. A że ten temat jest ważny, nie trzeba nikogo przekonywać. Świadczy o tym poziom konfliktu. Uzbieramy 50 podpisów, spróbujemy nawet zasugerować pytania, jakie powinny zostać mieszkańcom zadane. Nie tylko, gdzie powinno się zbudować wodny plac, ale też, czy w ogóle go budować, biorąc pod uwagę koszty inwestycji i napiętą sytuację budżetową miasta – mówił Gębicz.  

Konferencję prasową rozpoczął jednak od przekazania informacji na temat kolejnego zwycięstwa w walce o uchylenie warunków zabudowy dla megabloku, stawianego w sąsiedztwie parku Potulickich. – Samorządowe Kolegium Odwoławcze już drugi raz pokazało w swojej decyzji, że prezydent Paweł Makuch procedując warunki zabudowy, a wiceprezydent Konrad Sipiera podpisując je, popełnili delikty prawne, które dopiero teraz wychodzą na światło dzienne – mówił społecznik. Na początku roku za pośrednictwem Telewizji Kablowej Tel-Kab Gębicz zwrócił się z prośbą do mieszkańców bloków stojących w bezpośrednim sąsiedztwie inwestycji, którzy mają własnościowe prawo do lokalu i udział w gruncie, aby zgłaszały się do stowarzyszenia. – Te osoby miały prawo uczestniczyć w postępowaniu o wydanie warunków zabudowy, zostały jednak przez władze Pruszkowa pominięte. I takie osoby teraz się do nas zgłosiły. Stowarzyszenie przygotowało wniosek do prezydenta Makucha o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania, ale odmówił. Złożyliśmy więc do SKO zażalenie na decyzję prezydenta i SKO przyznało nam rację! Nakazało prezydentowi Makuchowi sprawdzić, czy mieszkańcy faktycznie mogli być stroną w postępowaniu – mówił Arek Gębicz. – To kolejny dowód na to, że sprawa wuzetki (decyzji o warunkach zabudowy – przyp. aut.) była dopychana kolanem, robiona jak najszybciej, żeby ten blok mógł powstać, mimo niejasności prawnych.

Stowarzyszeniu w tej sprawie pomaga Jakub Dorosz-Kruczyński, prawnik, redaktor portalu zpruszkowa.pl. – Sprawa wuzetki budzi wiele kontrowersji. Narracja magistratu ograniczała się do stwierdzenia, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Tymczasem SKO już w dwóch rozstrzygnięciach stwierdziło naruszenia prawa – mówił Dorosz-Kruczyński na konferencji prasowej. – W tym momencie jesteśmy w sytuacji, w której uchylone zostało postanowienie prezydenta odmawiające wszczęcia postępowania wznowieniowego, ponieważ prezydent nie zbadał dokładnie, kto może być jego stroną. Co to pokazuje? To, że postępowanie w sprawie wuzetki było prowadzone w pewien sposób nierzetelnie, bo nie zbadano, kto powinien w nim uczestniczyć.

Jaką w ogóle rangę ma kolejne małe zwycięstwo mieszkańców przeciwnych budowie megabloka? Czy jest jakakolwiek szansa na uchylenie nie tylko warunków zabudowy, ale całego pozwolenia na budowę i zatrzymanie inwestycji? Gębicz: – Ona wynosi niewiele ponad zero, ale ja ciągle twierdzę, że szansa jest. Gra będzie się toczyć do pierwszego aktu notarialnego, kiedy własność pierwszego lokalu zostanie przeniesiona przez dewelopera na osobę trzecią, bo wtedy walka o unieważnienie dokumentów straci sens – staną się prawomocne na zawsze – odpowiedział społecznik.

Prezes Za Pruszków! podkreślał, że stowarzyszenie aktywnie działa wśród lokalnej społeczności, „docierając do dokumentów, które pokazują troszkę inny obraz magistratu, niż ten, który jest potem relacjonowany w mediach społecznościowych przez prezydenta Pawła Makucha”.  – Około roku temu rozpocząłem współpracę z radnym Andrzejem Kurzelą i ten niedawno przystąpił do stowarzyszenia. A więc Za Pruszków! ma dziś swojego przedstawiciela w Radzie Miasta Pruszkowa i będzie z tego przywileju czerpać i korzystać – powiedział Gębicz.

Sam Kurzela tłumaczył: – Gdy zostałem radnym, zacząłem przyglądać się społecznikom, a najaktywniejszym i najbardziej wiarygodnym jest pan Arkadiusz Gębicz. Będę korzystał z narzędzi, którymi dysponują radni i będę wspomagać stowarzyszenie, które jest rzetelne, wiarygodne i transparentne – komplementował stowarzyszenie.

Kolejną sprawę poruszoną na konferencji były plany budowy przez powiat pruszkowski, przy współpracy z miastem, łącznika ulic Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej i Sienkiewicza. Łącznik wraz projektowaną ulicą Przytorową od Nowej Stacji, wzdłuż torów, do tunelu na Gąsinie, ma stanowić miniobwodnicę dla al. Wojska Polskiego i choć częściowo wyprowadzić ruch z centrum Pruszkowa, a także ułatwić dojazd do domów paru tysiącom mieszkańców kilkunastopiętrowych bloków projektowanych i już stawianych w rejonie ulicy Staszica i urzędu skarbowego. Kontrowersje wzbudziła jednak zapowiedź wycięcia części drzew rosnących na skwerku przy dworcu PKP, bo tamtędy miałby prowadzić łącznik. Arkadiusz Gębicz jest temu zdecydowanie przeciw. – Ten łącznik ma powstać poprzez zdegradowanie bardzo ładnego skweru. Na tym zielonym kawałku miasta rosną wiekowe drzewa, kilka z nich ma ponad 100 lat, obwody pni są potężne, po 320 cm, 330 cm, jedno nawet 350 cm. Te drzewa pamiętają czasy, kiedy Pruszków nie miał jeszcze praw miejskich! – mówił społecznik. – Będziemy zbierać podpisy pod obywatelskim projektem uchwały w sprawie ustanowienia tych drzew pomnikami przyrody – zapowiedział.

Gębicz przypominał, że mimo wielu jego próśb nikt z władz miasta ani powiatu do dziś nie odpowiedział na pytanie, jak komunikacyjnie zmieni się Pruszków, jeśli ów łącznik powstanie, nie przeprowadzono profesjonalnych badań, nie zrobiono symulacji, która odpowiedziałaby na podstawowe pytania: czy istotnie zmaleje ruch w alei Wojska Polskiego, czy też zmiana będzie nieznaczna i wtedy utrata cennego przyrodniczo terenu nie miałaby żadnego uzasadnienia.
Na pytanie redakcji zpruszkowa.pl, co społecznik odpowie w takim razie obecnym i przyszłym mieszkańcom bloków przy ulicy Staszica, którzy będą tkwić w gigantycznych korkach próbując wyjechać ze swoich domów, usłyszeliśmy: – Przepustowość skrzyżowania ulicy Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej i alei Wojska Polskiego, czyli końcówki tego ciągu, wynosi maksymalnie 360 samochodów na godzinę. Nawet jeśli łącznik powstanie, to kilka tysięcy mieszkańców nowych bloków i tak nie da rady tamtędy wydostać się z miasta. Ale to moje subiektywne zdanie, przecież ja się nie znam, nie mam wykształcenia ani kwalifikacji – dodał kąśliwie nawiązując do często pojawiających się w mediach społecznościowych zarzutów, że nie powinien wypowiadać się na tematy, które nie odpowiadają jego wykształceniu. No więc, co odpowiedziałby mieszkańcom? – Żeby przyszli z transparentami pod urząd miasta i mieli na nich napisane: „Dogadaj się z Kosińskim!” (chodzi o Arkadiusza Kosińskiego, burmistrza Brwinowa – przyp. aut.). Bo rozwiązaniem dla całego zachodniego Pruszkowa nie jest projektowany łącznik, tylko Paszkowianka. Jeżeli powstanie ulica Przytorowa i stworzy ciąg z aleją Solidarności w Parzniewie, a on zostanie włączony do Paszkowianki, to jazda Paszkowianką do autostrady i dalej do Warszawy będzie znacznie szybsza, niż przez centrum naszego miasta. Warto też, żeby władze Pruszkowa lobbowały, żeby Paszkowianka została bezpośrednio połączona z autostradą nowym węzłem na wysokości wsi Koszajec, co pozwoliłoby nie kierować całego ruchu na już dziś zakorkowany węzeł Pruszków na Żbikowie – dodał Gębicz.

Na koniec społecznik odniósł się do głośnego, ale również budzącego kontrowersje projektu rewitalizacji Utraty, zakładającego budowę wzdłuż rzeki oświetlonej ścieżki rowerowej i kilku parków edukacyjnych z altanami oraz wieżą do obserwacji ptaków. Pokazał uchwałę przyjętą przez pruszkowskich radnych w 2017 roku, czyli jeszcze w poprzedniej kadencji, w której projekt został opisany jako: „Renaturalizacja terenów rzeki Utraty w Pruszkowie przez ochronę i odbudowę bioróżnorodności oraz ciągłości korytarzy ekologicznych”. – Nad tym zagłosowali radni. Tymczasem to, co wynika z rozpisanego przez urząd miasta przetargu, nie jest renaturalizacją, tylko cywilizowaniem terenu, oznacza zaśmiecenie go sztucznym światłem, wpuszczenie ludzi, którzy będą przychodzić piknikować w najdzikszym zakątku Pruszkowa – mówił. – Stowarzyszenie nie jest przeciwnikiem wykonywania prac, natomiast jesteśmy przeciwni pracom polegającym na przykład na wkopywania krawężników na głębokość 30 cm. To nieporozumienie. Chcemy doprowadzić do zmiany koncepcji, żeby nie wprowadzać tyle cywilizacji, ile zakłada obecny projekt – tłumaczył. Poinformował też, że sprawa będzie omawiana na Komisji Zdrowia sejmiku województwa mazowieckiego (park tworkowski przylegający do terenów szpitala, który ma w ramach tego projektu zostać uporządkowany i otwarty dla mieszkańców, podlega marszałkowi województwa). – Do tej pory prezydent Paweł Makuch nie dał się zaprosić ani radnym, ani społecznikom, do dyskusji na ten temat. Mam nadzieję, że podziała zaproszenie przewodniczącego Komisji Zdrowia i pan prezydent na komisji się pojawi. I że słowa pana prezydenta, że jest człowiekiem dialogu, znajdą pokrycie w faktach. Bo ja na przykład tego nie dostrzegam – skwitował Gębicz.

Konferencja prasowa zorganizowana przez Za Pruszków! była pierwszą w jego historii. Prezes przemawiał otoczony wianuszkiem członków stowarzyszenia i sympatyków. Co warto podkreślić, nie padło ani słowo na temat ewentualnych planów politycznych – Arkadiusz Gębicz skupił się wyłącznie na aktualnych problemach miasta. Co wyjdzie z jego zapowiedzi? Portal zpruszkowa.pl będzie się przyglądać.