W niedzielę 8 maja o godz. 14 na skwerku przy dworcu PKP zapowiedziana jest pikieta przeciwko wycince drzew pod planowany łącznik ulic Sienkiewicza i Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Organizuje ją stowarzyszenie Za Pruszków! pod wodzą najbardziej popularnego w naszym mieście społecznika Arka Gębicza. Uczestnicy proszeni są o przyniesienie transparentów. Ale jak dużo osób opuści wygodne i wygrzane fotele, żeby przyjść pod dworzec?

Pytanie jest zasadne, bo dotychczasowe pikiety, choć nagłaśniane w lokalnych mediach oraz na forach społecznościowych, spotykały się z umiarkowanym zainteresowaniem. W sierpniu 2019 roku na demonstracji przeciwko budowie megabloku przy parku Potulickich, zorganizowanej przez Arka Gębicza podczas sesji Rady Miasta Pruszkowa, w dzień roboczy, w godzinach popołudniowych – a więc dogodnych, aby wziąć udział – zjawiło się kilkadziesiąt osób. Niewiele, jak na 60-tysięczne miasto. Co więcej, przyszli przede wszystkim mieszkańcy bloków przy ul. Lipowej, którym inwestycja miała pogorszyć widok z okna na park i którzy obawiali się, że ich budynki wskutek prac budowlanych zaczną pękać. Skromna frekwencja była o tyle zastanawiająca, że temat budowy wielkiego bloczyska przy zabytkowym parku ogniskował w tym czasie uwagę kilku tysięcy internautów w mediach społecznościowych.

W lutym 2022 roku słabiutko wypadła roku pikieta, również zorganizowana przez Gębicza, przy jazie na Utracie, podczas której społecznik domagał się od prezydenta Pruszkowa zintensyfikowania działań zmierzających do naprawy jazu. Przyszło kilkoro mieszkańców Malich żywotnie naprawą jazu zainteresowanych (podsiąkająca woda zalewa im piwnice), paru aktywistów oraz dwoje maliszańskich radnych: Anna-Maria Szczepaniak (PiS) i Olgierd Lewan (SPP).

Znacznie bardziej okazała była na początku tego roku spontaniczna pikieta mieszkańców osiedla Bolesława Prusa przeciwko planom PSM dogęszczenia ich osiedla. Pod biurem spółdzielni mieszkaniowej zjawiło się ponad 100 osób. Frekwencja dopisała zapewne dlatego, że w tym przypadku zadziałały silne negatywne emocje: złość, obawa, strach, a sprawa dotyczyła najbliższego otoczenia mieszkańców.

W lutym 2020 roku kilkadziesiąt osób pikietowało podczas sesji Rady Powiatu Pruszkowskiego przeciwko budowie Lidla w Komorowie – pozwolenie na budowę marketu, mimo protestów mieszkańców, wydał starosta Krzysztof Rymuza. Przyjechali w większości mieszkańcy Komorowa, miejscowości liczącej nieco ponad 4,5 tys. osób. Dla porównania, Pruszków ma ok. 60 tys. mieszkańców, więc frekwencję „komorowską” w porównaniu do „pruszkowskiej” można uznać za bardzo dużą.

W Pruszkowie największą jak dotąd popularnością cieszyły się organizowane od jesieni 2020 roku marsze uliczne w proteście przeciwko drakońskiemu zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Organizowały je dwie pruszkowskie aktywistki Dorota Smak i Paulina Chełmicka, prowadzące facebookowy profil „WPR w walce o kobiety”. Ulicami maszerowały wtedy setki, a według niektórych nawet tysiące mieszkańców. Sprawa miała jednak wymiar ogólnopolski, w całym kraju protestowały miliony Polek i Polaków.

W ostatnich miesiącach w Pruszkowie najwięcej emocji budzi przyszłość skwerku przy stacji PKP. Media społecznościowe pełne są głosów oburzenia w związku z planowaną wycinką części drzew pod nową ulicę. Czy jednak internetowa krytyka przerodzi się w rzeczywisty protest? Czy w niedzielę oprócz grona żelaznych pruszkowskich aktywistów i przedstawicieli lokalnych mediów na skwerku stawią się mieszkańcy przeciwni inwestycji? Czy przyjdą radni, którzy z aktywizmem w przeważającej większości nie mają nic wspólnego, unikają ulicznych spotkań i preferują prowadzenie politycznych wojenek z bezpiecznej pozycji z wygodnych kanap przed kamerkami laptopów? Okaże się już w niedzielę o godz. 14.