Anna-Maria Szczepaniak do Rady Miasta Pruszkowa dostała się niejako z przypadku. W wyborach w 2018 roku uzyskała jedynie 97 głosów i nie objęła mandatu. Gdy z rady odszedł Maciej Roszkowski (PiS), który wygrał konkurs na prezesa spółki TBS Zieleń Miejska, mandat po nim powinien przypaść Małgorzacie Kochańskiej, ta jednak odmówiła i kolejna na liście była właśnie Szczepaniak.

Z początku młoda radna nie grzeszyła aktywnością, na pierwszy plan wysunęła się dopiero wiosną 2022 roku obejmując funkcję przewodniczącej nadzwyczajnej komisji Rady Miasta Pruszkowa ds. jazu na Utracie (potocznie zwanej speckomisją). Jej zastępcą jest Olgierd Lewan z klubu SPP (Lewan bardzo chciał przewodniczyć komisji i nawet przez chwilę to robił, ale musiał podać się do dymisji, bo statut miasta zabrania szefowania więcej niż jednej komisji, Lewan zaś kieruje pracami Komisji Prawa, Administracji i Bezpieczeństwa; ciekawostka – kierując przez chwilę obiema naraz Lewan złamał przepis, którego wprowadzenie wcześniej sam przegłosował).

Anna-Maria Szczepaniak szybko pokazała nie tylko swoją skuteczność, ale i bezkompromisowość. Od początku punktuje prezydenta Pawła Makucha, który odmawia uczestniczenia w obradach komisji ds. jazu. Dziś jest też w konflikcie z członkami własnej komisji (Olgierdem Lewanem z SPP, Józefem Osińskim z SPP, Dorotą Kossakowską z KO i niezrzeszonym Jakubem Koteleckim). Gdy objęła funkcję nie zgodziła się, mimo nacisków radnych, na utajnienie przed mieszkańcami pierwszego spotkania komisji. Zorganizowała obrady w terenie (nie przyszli na nie Kossakowska i Kotelecki). Jako jedyna z komisji uczestniczyła w wizji lokalnej na jazie na Utracie z udziałem prezydenta Makucha i przedstawicieli Wód Polskich (pozostali radni nie przyszli, mimo zaproszenia).

27 czerwca członkowie speckomisji – poza Szczepaniak – całkowicie zbojkotowali jej obrady, choć zostali na nie zaproszeni naukowcy z SGGW, autorzy opracowania poświęconego parkowi Potulickich, które powstało na zlecenie urzędu miasta. Komisja odbyła się, ale z braku kworum miała nieformalny przebieg i była transmitowana na kanale YouTube przez redakcję zpruszkowa.pl. Naukowcy przez ponad godzinę opowiadali, jak ratować stawy w parku Potulickich przez wysychaniem. Warto dodać, że trzytomowe opracowanie SGGW do tej pory nie zainteresowało innych pruszkowskich radnych, nie zajęli się nim nawet członkowie Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska kierowanej przez Karola Chlebińskiego (SPP), choć to leży w kręgu ich zainteresowań i jest wręcz obowiązkiem wynikającym ze sprawowania mandatu.

Anna-Maria Szczepaniak już płaci za swoją aktywność, zdecydowanie wybijającą się ponad przeciętność w pruszkowskim samorządzie. Została usunięta z klubu PiS. Ale nie tylko z powodu – zapewne – działań w speckomisji ds. jazu. Młoda stażem radna na sesjach wielokrotnie głosowała nie tak, jak pozostali członkowie jej macierzystego klubu. Na przykład jako jedyna z PiS opowiedziała się (i to dwukrotnie!) przeciwko budowie łącznika ulic Sienkiewicza i Miry Zimińskiej-Sygietyńskiego forsowanej przez wiceprezydenta Konrada Sipierę (PiS). Zaś w sprawie udzielenia Pawłowi Makuchowi wotum zaufania i absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu wstrzymała się od głosu, co w tym przypadku skutkowało tak, jakby nacisnęła przycisk „nie”.

Najbliższe posiedzenie komisji ds. jazu na Utracie zaplanowane jest na czwartek 21 lipca. Wtedy okaże się, czy znów zbojkotuje je zarówno prezydent, jak i pozostali radni-członkowie tej komisji, którzy, co warto przypomnieć, zapisali się do niej z własnej, nieprzymuszonej woli.

 

Szczepaniak: Jestem pod wielkim wrażeniem działań mieszkańców

Sławomir Bukowski: Na czerwcowym posiedzeniu komisji ds. jazu, tym zbojkotowanym przez wszystkich radnych – oprócz Pani – odbyła się prezentacja wyników badań ekosystemu parku Potulickich przeprowadzonych przez naukowców z SGGW. Jaki jest wstępny plan na obrady 21 lipca?

Anna-Maria Szczepaniak: Gwoli ścisłości, zaplanowane przeze mnie posiedzenie komisji doraźnej de facto nie odbyło się na skutek – moim zdaniem celowej – absencji pozostałych członków. Pomimo zmiany formuły posiedzenia, które przerodziło się w publiczną dyskusję z ekspertami z SGGW, nie uważam tego czasu za stracony. Reprezentacja mieszkańców oraz przedstawiciele mediów uzyskali fachową wiedzę na temat problemów hydrologicznych związanych z awarią jazu na Utracie. Moim zdaniem, dociekliwość i zaangażowanie mieszkańców powinny stanowić wzór dla tych radnych, którzy przecież dobrowolnie zgłosili akces do komisji.

Co do samej prezentacji raportu mogę stwierdzić, że specjaliści z SGGW przedstawili kompendium wiedzy w sposób jak najbardziej przyswajalny dla ludzi niezajmujących się na co dzień zagadnieniami hydrologicznymi. Dlatego też mimo wakacji zachęcam do zapoznania się z nim.

Jeśli zaś chodzi o porządek obrad najbliższego posiedzenia speckomisji, to przede wszystkim chciałabym skupić się na omówieniu obecnego stanu stawów w parku Potulickich oraz sytuacji na Utracie. Zależy mi też, aby dowiedzieć się, jakie działania miasto podejmuje dzisiaj, aby przywrócić sprawność jazu. Mam nadzieję, że tym razem członkowie komisji stawią się na to posiedzenie, którego termin został wspólnie z nimi ustalony na 21 lipca.

Sławomir Bukowski: Czy zaprosi Pani na obrady prezydenta Pruszkowa oraz naczelniczkę Wydziału Ochrony Środowiska Elżbietę Jakubczak-Garczyńską, żeby odnieśli się do raportu SGGW i zadeklarowali konkretne działania miasta w parku Potulickich?

Anna-Maria Szczepaniak: Oczywiście, i w tym przypadku – jak w każdym poprzednim – wystosowałam zaproszenia do tych osób. Choć doświadczenia poprzednich miesięcy napełniają mnie obawą, że obrady komisji doraźnej zostaną ponownie zbojkotowane przez władze Pruszkowa, to jednak chciałabym wierzyć, że tym razem uda nam się spotkać i wypracować wspólne rozwiązania. Zależy mi na tym, aby te – niemałe przecież – środki wydane na analizę ekspertów SGGW spowodowały jak najszybsze wcielenie w życie wniosków z niej wynikających. Aby tak się stało, zarząd miasta powinien niezwłocznie odnieść się do raportu oraz zaproponować konkretne działania.

Dotychczas mierzyłam się z zarzutami bezcelowości istnienia speckomisji oraz ze stwierdzeniami, że nie może ona niczego zrobić. Kto zatem może? Dlaczego ta sprawa od lat tkwi w martwym punkcie? Dla mnie – mieszkanki osiedla Malichy – jest ona ważna, ponieważ dotyczy bezpośrednio moich sąsiadów. Uważam, że najważniejszym zadaniem samorządowca jest służenie wspólnocie, którą reprezentuje. Problem uszkodzonego jazu przez długi czas dostrzegany był przede wszystkim przez społeczników, którzy jako pierwsi nagłośnili i monitorowali zaniedbania ze strony miasta. Cieszę się, że obecnie sprawa nabrała tak dużego rozgłosu, bo to daje nadzieję, że nie będzie można już dłużej zwlekać z jej rozwiązaniem i przyspieszy działania naprawcze.

Sławomir Bukowski: W tej chwili mieszkańcy, pod wodzą społecznika Arka Gębicza, sami wcielają w życie zalecenia naukowców i regulują urządzenia wodne w parku – mają dosyć czekania, aż zrobi to urząd miasta. Jak Pani ocenia tę inicjatywę?

Anna-Maria Szczepaniak: Jestem pod wielkim wrażeniem ich działań. Poświęcają mnóstwo czasu i energii na udrażnianie doprowadzalnika wody do stawów w parku Potulickich. W ostatnich tygodniach poziom wody był tam niższy o ponad 20 cm. Ryby zaczynały się dusić! W takich sytuacjach trzeba działać od razu, a nie za pół roku. Dzisiaj woda w stawach ponownie osiągnęła odpowiedni poziom – i co ważne, stało się to wedle zaleceń ekspertów SGGW. Ani społecznicy, ani pozostali mieszkańcy Pruszkowa nie dowiedzieliby się niczego o ustaleniach naukowców, gdyby nie upublicznienie ich przez niezależne medium. Wszak to wasza redakcja umożliwiła mi przeprowadzenie dyskusji, z której nagraniem w każdej chwili można zapoznać się na kanale YouTtube zpruszkowa.pl.

W dniu pierwszego posiedzenia komisji ds. jazu odbyło się spotkanie najwyższych możliwych czynników – z udziałem wiceministra infrastruktury włącznie – dotyczące naprawienia pruszkowskiego jazu – jednego z kilku tysięcy urządzeń wodnych funkcjonujących w naszym kraju. Z jednej strony należy cieszyć się, że tak znamienite postaci pochyliły się nad problemem, z którym borykają się mieszkańcy Pruszkowa; z drugiej jednak martwi mnie fakt, że przez kilka kolejnych miesięcy jedyne wymierne i efektywne działania prowadzą społecznicy, wyręczając w ten sposób administrację oraz służby do tego powołane. Wygląda to trochę tak, jakby urzędnicza machina kolejny raz nie nadążała z zaspokajaniem palących potrzeb mieszkańców. Biurokracja jest w stanie spowolnić, a nawet zablokować każde, najbardziej pożyteczne działanie. I to jest problem, z którym chciałabym walczyć.

Sławomir Bukowski: Została Pani wykluczona z klubu Prawa i Sprawiedliwości Rady Miasta Pruszkowa. Czy dostała Pani jakieś uzasadnienie tej decyzji? Czy zna Pani dokładne powody?

Anna-Maria Szczepaniak: Powodów mojego relegowania mogę się jedynie domyślać, ponieważ nigdy nie otrzymałam żadnego uzasadnienia. Co ciekawe – i dosyć kuriozalne – decyzję o wykluczeniu mnie z grona samorządowców Prawa i Sprawiedliwości ogłosił... lider pruszkowskiej Platformy Obywatelskiej! Odbyło się to podczas sesji absolutoryjnej rady miasta. Nikt z mojego klubu nie miał na tyle klasy czy przyzwoitości, a wreszcie odwagi, żeby poinformować mnie o tym wcześniej. Choć muszę przyznać, że o tym, iż chciano się mnie pozbyć, słyszałam już od pewnego czasu. Teraz nadarzyła się okazja.

Mam twardy charakter, głosuję zgodnie ze swoim sumieniem i wyznawanymi wartościami, a to nie wszystkim się podoba. Po raz pierwszy podpadłam przy okazji głosowania w sprawie odwołania przewodniczącej Komisji Oświaty. Nie trafiały i nie trafiają do mnie argumenty, że ktoś jest z wrogiego obozu politycznego. Od dawna bowiem obserwuję, że ślepe trzymanie się barw politycznych, pod którymi się występuje, przynosi więcej szkody niż pożytku – zwłaszcza w działalności samorządowej. Od tamtej pory zaczęłam spotykać się z coraz większym ostracyzmem ze strony własnego klubu, co jedynie wzmagało moją czujność i krytyczne myślenie. Kilka razy podjęłam inną decyzję niż chcieli tego ludzie, którzy rościli sobie prawo do decydowania o tym, jak powinnam głosować. Takie naciski uznawałam za absurd, ale liczyłam się z konsekwencjami mojej niesubordynacji.

Sławomir Bukowski: Jak Pani przyjęła tę decyzję o wykluczeniu? Czy wpłynie ona na Pani działalność jako radnej Pruszkowa?

Anna-Maria Szczepaniak: Forma przyjęta przez decydujących o wykluczeniu mnie z klubu radnych PiS wzbudziła mój niesmak. Obecnie odczuwam jednak także coś w rodzaju ulgi. Ze smutkiem obserwuję pewne działania, jakie mają miejsce w Pruszkowie – nie szukając daleko: trwającą obecnie przebudowę oraz wycinkę drzew historycznego parku Bersohna czy skandaliczną próbę zabetonowania ul. Błękitnej w Malichach. To wszystko wszystko są decyzje, do poparcia których próbowano mnie przymusić.

W obecnej sytuacji nie czuję się już dłużej krępowana nieustanną presją i naciskami. Wiem, że jako radna niezależna będę mogła zrobić więcej dla mieszkańców. Pracę w samorządzie rozumiem jako coś w rodzaju misji i wierzę, że do końca obecnej kadencji uda mi się doprowadzić chociażby do szczęśliwego finału sprawy związanej z awarią jazu. Choć nigdy nie ukrywałam swoich poglądów, to chciałabym reprezentować także tych mieszkańców, którzy nie utożsamiają się z żadną opcją polityczną. Gorąco wierzę w to, że Pruszków nareszcie doczeka się autentycznej zmiany, na którą czeka przecież od tak dawna.