Centrum Kultury i Sportu kojarzy się głównie z nieudanym architektonicznie budynkiem stojącym przy wjeździe do Pruszkowa. Ale gmach o pretensjonalnej nazwie Centrum Dziedzictwa Kulturowego (ani to centrum, ani nie ma w środku żadnego dziedzictwa) to zaledwie jeden z obiektów, którymi zarządza należąca w 100 proc. do miasta spółka CKiS. Dochodzą jeszcze boiska sportowe oraz hala Znicz. Całość co roku generuje straty. Potężne. Tylko w 2021 roku sięgnęły 4,3 mln zł. Wyrwę zasypać można jedynie pieniędzmi od właściciela spółki – czyli miasta. Czyli mówiąc wprost: wpływami z naszych podatków.

O sytuacji CKiS opowiadała na ostatnim posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska rady miasta prezes spółki Agnieszka Wierzbicka. Mówiła o przeszkodach stojących na drodze do wyzerowania wyniku finansowego. Jedną z nich są preferencyjne (czytaj: znacznie poniżej kosztów) stawki płacone przez kluby sportowe oraz placówki kulturalne za korzystanie z obiektów. Nie są one indeksowane o wskaźnik inflacji. Strat nie da się zbilansować przychodami z działalności komercyjnej – biletowanych koncertów, spektakli, wynajmu pomieszczeń po cenach rynkowych (wszystkie dostępne sale mają najemców). Jedynym rozwiązaniem, zdaniem prezes Wierzbickiej, jest zbudowanie długofalowego systemu dofinansowywania działalności CKiS przez miasto, na poziomie 2–3 mln zł rocznie.

Agnieszka Wierzbicka jest dziś w Pruszkowie chyba najsurowiej ocenianą postacią (po prezydencie i jego zastępcy) w instytucjach zależnych od publicznych pieniędzy. Co kilka miesięcy przechodzi swoiste „młotkowanie” przez zadających momentami infantylne pytania radnych, biorąc udział w przypominającym przesłuchanie spektaklu. Odpowiada na dziesiątki pytań typu: dlaczego w listopadzie jest pięć koncertów, a w październiku cztery, musi tłumaczyć, że inny typ widza przychodzi na występ Alicji Majewskiej, inny na chór gospel, a jeszcze inny na spotkanie ze Świnką Peppą (tak, to nie jest żart, takie miniwykłady Wierzbicka wygłaszała w poniedziałek z rosnącą rezygnacją w głosie). Zalewana jest wnioskami o przygotowywanie kolejnych zestawień wydatków z rozbiciem na kwartały, miesiące i tygodnie, na obiekty i podobiekty, potem zestawień do zestawień i kolejnych zestawień. W zamian nie otrzymując żadnej fachowej wskazówki od niemających przygotowania menedżerskiego radnych, jak budować długofalową strategię rozwoju spółki w kierunku redukowania kosztów i maksymalizowania przychodów.

CKiS to twór wymyślony za czasów prezydenta Jana Starzyńskiego. Niezwykle kosztowny. Zbudowany na przeciwieństwach nie do pogodzenia. Z jednej strony mający zapewnić funkcjonowanie nierentownych placówek kulturalnych i klubów sportowych z tanią bądź bezpłatną ofertą zajęć dla mieszkańców, z drugiej zmuszony zarabiać jak tylko się da (na wynajmie i organizacji biletowanych eventów z udziałem popularnych artystów). Finansowo to kolos na glinianych nogach, po kilka razy w każdym roku żebrzący o dodatkowe pieniądze od miasta ratujące go przed plajtą, wdrażający program naprawczy, ustawicznie krytykowany przez radnych z SPP i KO wykorzystujących trudną sytuację spółki do politycznych porachunków z prezydentem Pawłem Makuchem.

Wielokrotnie już pisaliśmy, że sama budowa gmachu CDK nazywanego potocznie Titanikiem kosztowała 80 mln zł. – Po zakończeniu budowy okazało się, że budynek nie nadaje się jednoznacznie ani na biura, ani na centrum rekonwalescencji, ani nawet na pełnoprawny, samodzielny i w pełni funkcjonalny, gminny dom kultury. Do dziś nie do końca wiadomo, czy podczas zamawiania projektu urzędnikom magistratu chodziło o „wszystko w jednym” czy może jednak o „wszystko jedno” – pisał w kwietniu w portalu zpruszkowa.pl Konstanty Chodkowski. Prezes CKiS Agnieszka Wierzbicka zarządzając tak trudnym obiektem, próbując wyciskać z jego ograniczonego potencjału co się da, nieustannie balansuje na cienkiej linie, by sprostać oczekiwaniom urzędu miasta, przemądrzałych radnych i tysięcy mieszkańców. Poniedziałkowe „przesłuchanie” na Komisji Gospodarki Komunalnej nie wniosło tak naprawdę nic nowego do tego, co już wiemy. A wiemy jedno: formuła finansowania kultury i sportu wymyślona w 2018 roku generuje olbrzymie koszty. CKiS trzeba albo regularnie dofinansowywać kwotami liczonymi w milionach, albo pozwolić kolosowi runąć. Zwolenników jednego i drugiego scenariusza w Pruszkowie nie brakuje.

Woli zbudowania porozumienia wokół przyszłości CKiS między radnymi a prezydentem Pruszkowa – jak w dziesiątkach innych spraw – nie widać. Spektakle na komisjach rady miasta urządzane przez radnych SPP i KO w stylu „przesłuchajmy panią prezes ze Świnki Peppy i każmy jej przygotować kolejne zestawienia do zestawień” toczyć się więc będą aż do wyborów. Ciekawe, ile Agnieszka Wierzbicka jeszcze wytrzyma.  

Prezentacja przygotowana przez CKiS dla radnych, pokazująca działalność spółki w 2021 roku, jest dostępna TUTAJ.