Wspierajmy lokalnych przedsiębiorców. Tylko czy wszystkich? 

(229)

Właściciele kawiarni, barów, kwiaciarni, fryzjerzy i wielu innych drobnych przedsiębiorców przeżywa trudne chwile. Kryzys może zmieść i tych uczciwych, ale i tych, którzy klienta nie szanowali. 

„Kiedy skończy się koronawirus, zrób dobry uczynek. Spędź wakacje w Polsce, jedz w polskiej restauracji, kupuj polskie towary” – grafikę z takimi hasłami internauci umieszczają na swoich profilach społecznościowych. Ja jej nie wstawię.

Weekend nad Bałtykiem, wizyta w smażalni. Dwie porcje dorsza z frytkami i nieświeżą surówką na tekturowej tacce, plastikowe sztućce, dwie plastikowe szklanki piwa, jedna cola. Rachunek: 158 zł. Bolące żołądki do następnego dnia w bonusie.

Nocleg w małym pensjonacie na Półwyspie Helskim. Lekko zawiany właściciel zaprasza do pokoju, a tam podarta pościel, co do której mam wątpliwości, czy została wyprana po poprzednich gościach. Cena za noc: 400 zł. Bez śniadania. 

Wizyta ze znajomymi w pubie nad Wisłą w Warszawie. Szklanka piwa typu sikacz – 15 zł. Lekki wieczorny lunch dla 4 osób w rejonie placu Konstytucji. W polskiej knajpce. Rachunek: blisko 300 zł.

Ale to Bałtyk albo Warszawa, powiecie, więc musi być drogo. No to zapraszam do Pruszkowa.

Wizyta w znanej pruszkowskiej restauracji. Jedzenie – średnie. Jemy tylko przekąski, pijemy wino. Rachunek podaje sam właściciel. 82 złote. Daję 100-złotowy banknot. Czekam dziesięć minut na resztę. Nie doczekuję się, więc zbieram się i wychodzę. Owszem, zazwyczaj zostawiam na stoliku napiwek, od 5 do 20 zł zależnie od tego, ile czasu spędziłem w lokalu i czy byłem zadowolony. Ale robię to z własnej woli.

Piekarnia w Pruszkowie, której unikam, bo choć pieczywo przyzwoite, trafiam z reguły na sprzedawczynię, która notorycznie myli się w rachunku od 2 do 10 złotych. Zawsze na moją niekorzyść. Przez wiele miesięcy tę piekarnię skrzętnie omijałem, ale kilka dni temu znów do niej wszedłem. Kupiłem parę bułek i 25 dkg chleba na wagę, na rachunku zobaczyłem 75 dkg. Jakieś 4 złote różnicy. Za każdym razem, gdy zwracam uwagę, że doszło do pomyłki, pani z kamienną twarzą oddaje różnicę. Jeszcze nigdy z jej ust nie padło „przepraszam”.

Wizyta w sklepie obuwniczym, prowadzonym przez lokalnego przedsiębiorcę w Pruszkowie. Kupujemy córce buty, chińskie, tanie, bo potrzebne są na już. Buty rozklejają się już w drodze ze sklepu do domu (jakieś 500 metrów). Wracam, sprzedawczyni przyjmuje reklamację. Po dwóch tygodniach dostaję mejla: „buty były nieprawidłowo użytkowane”. Reklamacja nie zostaje uznana.

Rozpadła mi się klamerka w pasku do zegarka na rękę. Idę do pruszkowskiego zegarmistrza. Proponuje mi paski tanie, ale uprzedza, że to niska jakość, i drogie, które mają wytrzymać kilka lat. Decyduję się na drogi. Pasek rozpada się po czterech miesiącach.

O kursach pruszkowskimi taksówkami nawet nie będę pisał, bo opowieści starczyłoby na trylogię. Teraz korzystam tylko z Fair Play Taxi, kierowcy są sympatyczni i przede wszystkim uczciwi.

Owszem, to ekstremalne przykłady. Mogę też wskazać wielu właścicieli sklepów w Pruszkowie, którzy dbają o klienta i troszczą się, by towar był dobrej jakości. Kilka sklepów uwielbiam, bo sprzedawcy dwoją się i troją, żebym dostał to, czego oczekuję. Czasem nawet proponują, że mogą zamówić produkty, których nie mają akurat w asortymencie, ale sprowadzą specjalnie dla mnie.

Nie zapisuję się do akcji kupowania tylko w lokalnych sklepach. Będę chodził tam, gdzie nie jestem oszukiwany, będę stołował się w barach i restauracjach, gdzie gotują smacznie. Hotel wybiorę francuskiej sieci, bo na niej jeszcze nigdy się nie zawiodłem, a na polskich hotelach wielokrotnie. Na urlop, gdy skończy się pandemia, pojadę na południe Europy, bo za pobyt zapłacę mniej niż nad Bałtykiem, a bilet na samolot upoluję poniżej 100 zł od osoby w jedną stronę. Współczuję wszystkim polskim przedsiębiorcom dotkniętym kryzysem, ale też mam nadzieję, że na przeoranym przez koronawirusa rynku pozostaną ci, którzy pieniądze zarabiają uczciwie – i szanują ludzi.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Sławomir Bukowski

Rodowity pruszkowiak, dziennikarz prasowy, podróżnik. Pracował jako reporter miejski, redaktor, wydawca. Specjalizuje się w tematyce samorządowej. Interesuje się rozwiązaniami smart city, problematyką transportu i mobilności miejskiej. Prywatnie zwariowany podróżnik, jeździ tam gdzie dowiozą go tanie linie, uwielbia wędrówki z plecakiem od rana do nocy, lokalną kuchnię i wino.

PROFIL REDAKTORA