Fot.: Jasiek Ochnio

Tomasz Sławatyniec: moja rezygnacja to protest wobec działań radnych PiS

(56)

Publikujemy w pełni list nadesłany do redakcji zpruszkowa.pl przez byłego dyrektora Szpitala Powiatowego w Pruszkowie, Tomasza Sławatyńca.

***

Szanowny Panie Redaktorze

Nie milkną emocje związane ze Szpitalem Powiatowym w Pruszkowie. Oczywiście, nie negując prawa do wypowiedzi i opinii, uważam jednak, że pewnych treści nie sposób pozostawić bez słów komentarza. Szczególnie kiedy uderzają one w reputację osób kierujących szpitalem, ale przede wszystkim krzywdzą jego pracowników, którzy często ogromnym wysiłkiem i poświęceniem starają się niwelować niegodności i błędy polskiego systemu ochrony zdrowia. Szpitale powiatowe chylą się ku upadkowi. W całym kraju – czytamy o tym niemal codziennie, że zamykane są oddziały, bo brakuje lekarzy i pielęgniarek. Ostatni przykład to Oddział Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Chorzowie, który od 1 sierpnia zwiesił pracę na czas nieokreślony! Wojewoda Śląski nie miał wątpliwości wydając na to zgodę, bo uznał, że niemożliwe jest funkcjonowanie oddziału bez lekarzy, że zagrażałoby to życiu małych pacjentów, tak ciężko chorych. Niestety Wojewoda Mazowiecki nie dostrzegł takiego zagrożenia w przypadku Szpitala na Wrzesinie, który praktycznie w ciągu jednego dnia pozbawiony został wszystkich (!) lekarzy pracujących na Oddziale Wewnętrznym. Brak zgody na czasowe zawieszenie działalności tego oddziału, niezbędne do odtworzenia kadry, spowodowało, że przez półtora miesiąca tylko dzięki wsparciu pozyskiwanych doraźnie lekarzy internistów z innych szpitali, którzy zabezpieczali dyżury, a przede wszystkim heroicznej pracy lekarzy innych specjalizacji, włączając w to również dyrektora i jego zastępcę ds. medycznych, udało nam się utrzymać działanie oddziału. W tym czasie mieliśmy trzy kolejne kontrole z Urzędu Wojewódzkiego i WSSE (Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej – przyp. K.Ch.), które nie wykazały żadnych zaniedbań z naszej strony. Niestety, przyszedł lipcowy weekend, na który żaden z lekarzy „wspierających” nie wyraził chęci objęcia dyżuru, co w przypadku okresu urlopowego spowodowało, że będąc osobiście odpowiedzialnym za życie  i zdrowie pacjentów, a także w obliczu odpowiedzialności karnej, nie mogłem podjąć innej decyzji niż zamknięcie (czasowe) oddziału. Jednocześnie cały czas prowadzimy intensywne rozmowy z lekarzami, którzy z wielkim prawdopodobieństwem zostaną zatrudnieni od 1 września br. i wówczas oddział wznowi działalność.

W tym miejscu chciałbym odnieść się do słów Pani Radnej Magdaleny Beyer w wywiadzie, którego udzieliła Panu Redaktorowi (publikacja z 1 sierpnia br.)

Oczekiwałbym od Pani Radnej konkretnego przedstawienia jakie to zaniedbania i zaniechania nastąpiły z mojej strony? Przypomnę, że wszystkie moje działania wynikały z obowiązujących mnie zapisów ustawy o działalności leczniczej.

W miesiącu lutym br., niezwłocznie po wygranym konkursie na stanowisko Dyrektora Medycznego Szpitala Kolejowego im Dr Roeflera w Pruszkowie przez Pana Łukasza Olendrzyńskiego, wiedząc jak bardzo był związany jako wieloletni ordynator z zespołem lekarzy internistów zatrudnionych w naszym szpitalu, zadałem mu pytanie wprost – czy nie ma zamiaru „zabrania” lekarzy. Odpowiedział wówczas jednoznacznie – NIE! Niestety Pani Radna nie ma w zwyczaju przekazywania pełnych informacji, co pozostawia niedomówienia i wywołuje nieprawdziwe odczucia u czytelników czy słuchaczy. Cyt. „Zresztą, w jednym z pism Dyrektora Sławatyńca można przeczytać, że w lutym 2019 r. odbyła się rozmowa między nim a Dyrektorem Olendrzyńskim, gdzie kwestia powrotu lekarzy internistów do Szpitala Kolejowego była poruszana” Zabrakło tu informacji najważniejszej, czyli że rozmowa zakończyła się jednoznacznym zaprzeczeniem ze strony Dyrektora Olendrzyńskiego.

Jednoczasowo spotkałem się z zespołem lekarek Oddziału Wewnętrznego, które również zaprzeczyły zamiarowi odejścia. W kwietniu br. nastąpiła istotna zmiana i zostałem poinformowany, że panie jednak decydują się na przejście do Szpitala Kolejowego. Kilkakrotnie spotykaliśmy się potem i podejmowałem próby zmiany tej decyzji. Prosiłem również, aby przynajmniej decyzja ta prolongowana była na 3 miesiące (lekarki miały 1-miesięczny okres wypowiedzenia), co nie stawiałoby szpitala w tak nagłej i skrajnie trudnej sytuacji, również w perspektywie wizyty akredytacyjnej CMJ. Taką samą prośbę kierowałem do Dyrektora Olendrzyńskiego i Zarządu Spółki STOCER, w strukturze której funkcjonuje Szpital Kolejowy. Dysponujemy pełną dokumentacją potwierdzającą te działania, które doprawdy trudno nazwać zaniechaniem czy zaniedbaniem! Niestety nasze wysiłki okazały bezskutecznie, albowiem w Wielki Piątek otrzymałem jednoczasowo wypowiedzenia złożone przez  cały zespół lekarzy, ze skutkiem na 31 maja br.

Działając na podstawie ustawy o działalności leczniczej, w opisanej sytuacji i perspektywie braku lekarzy od 1 czerwca, obowiązany byłem do wystąpienia do Wojewody Mazowieckiego z wnioskiem o czasowe (na 2 miesiące) zawieszenie działalności oddziału. Taki wniosek został złożony w dniu 29 kwietnia, a więc praktycznie natychmiast po powzięciu informacji o wypowiedzeniach i przekazany do Wiadomości MOW NFZ oraz Zarządu Powiatu Pruszkowskiego. W tym przypadku również nie można zarzucić zaniechania i zaniedbania. Cytowana ustawa w  art. 34 mówi bowiem, że:

1. Podmiot leczniczy wykonujący działalność leczniczą w rodzaju stacjonarne i całodobowe świadczenia zdrowotne może, w zakresie świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, na okres nieprzekraczający 6 miesięcy, zaprzestać działalności leczniczej:

1) całkowicie;

2) częściowo, w zakresie jednej lub więcej jednostek lub komórek organizacyjnych zakładu leczniczego tego podmiotu związanych bezpośrednio z udzielaniem tych świadczeń.

2. Czasowe zaprzestanie działalności, o którym mowa w ust. 1, wymaga zgody wojewody.

3. Kierownik występuje do wojewody z wnioskiem o udzielenie zgody, o której mowa w ust. 2.

5. Wniosek kierownika powinien zawierać określenie przyczyny, proponowany  okres oraz zakres zaprzestania działalności.

6. Wojewoda przed wyrażeniem zgody zasięga opinii dyrektora właściwego oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia. Niewydanie opinii w terminie 7 dni jest równoznaczne z wydaniem opinii pozytywnej.

7. Wojewoda wydaje zgodę albo odmawia jej wydania, w drodze decyzji administracyjnej, w terminie 30 dni od dnia złożenia wniosku.

W dniu 29 maja br otrzymałem odmowę z Urzędu Wojewody, co zapoczątkowało sytuację kryzysową opisaną na wstępie.

Kuriozalny jest zarzut Pani Radnej, cyt. „Dobry zarządca byłby w stanie przewidzieć, że lekarze zatrudnieni w Szpitalu Kolejowym powrócą ze Szpitala Powiatowego do swojego macierzystego pracodawcy po zakończeniu prac”. Opieram zawsze swoje decyzje zarządcze na realnych przesłankach, a nie na wróżeniu z fusów. Gratuluję Pani Magdalenie Beyer zdolności przewidywania zdarzeń w perspektywie dwóch lat. Przypomnę jeszcze chronologię zdarzeń. Najpierw dr Olendrzyński i lekarze ze Szpitala Kolejowego w sierpniu 2017 r przeszli do Szpitala Powiatowego, a dopiero po kilku miesiącach rozpoczął się tam remont. Raczej nie mogli wtedy rozważać ani remontu, ani powrotu po remoncie bo to brzmi jak absurd!

Pani Radna mówi cyt. „Oczywiście nowy dyrektor szpitala musi mieć zarówno podstawy merytoryczne, jak i dobre relacje z zarządzanym przez siebie zespołem, zarówno lekarskim, jak i pielęgniarskim” i dalej, cyt. “Funkcjonowanie oddziału nie jest kwestią wiary, tylko prawidłowego zarządzania. Jeśli znajdzie się kompetentna, zaangażowana osoba, która zacznie pełnić funkcję dyrektora szpitala, to wszystko co dobre może się jeszcze zdarzyć.” Opinie ta jednoznacznie podważają moje kompetencje. Pragnę zatem poinformować, że jestem posiadaczem dyplomu lekarza (plus dwie specjalizacje), dyplomu magistra zarządzania, dyplomu MBA, dyplomu studiów podyplomowych z zarządzania w ochronie zdrowia Uniwersytetu w Amsterdamie, dyplomów studiów podyplomowych w tym samym zakresie z Milwood (USA) i JICA (Japonia). Jestem wykładowcą w Szkole Głównej Handlowej na studiach podyplomowych w ramach projektu „Zarządzanie biznesem medycznym”. I na koniec – ponad 20 lat doświadczenia w zarządzaniu szpitalami, potwierdzone wymiernymi sukcesami.

W kolejnej części wywiadu Pani Radna mówi: Zwracam uwagę na wyjątkowo dużą fluktuację kadrową w naszym szpitalu – w poprzednim okresie, tzn. zanim nastał Dyrektor Sławatyniec, taki trend nie występował. I zjawisko to dotyczy nie tylko personelu „zastanego” przez nowego dyrektora, ale także przyjmowanego przez niego do pracy.  Jednoznacznie zaprzeczam, bo jest to nieprawda. W czasie mojego niemal trzyletniego okresu zarządzania Szpitalem Powiatowym ani jedna osoba nie otrzymała wypowiedzenia z pracy. Ci, co odeszli, podjęli decyzję z własnej woli. Fluktuacja nie odbiega od tej obserwowanej w innych szpitalach, a zmiana pracodawcy wynika przede wszystkim  z sytuacji, jaką wykreował aktualny system ochrony zdrowia, stwarzając rynek dyktatu  lekarzy i pielęgniarek, którzy szukają placówek oferujących wyższe wynagrodzenie, co przy coraz większym deficycie kadry medycznej dodatkowo potęguje problemy w zatrudnianiu. I jest to w pełni zrozumiałe. Uważam ponadto, że nikt nie powinien wpływać na decyzje personalne podejmowane przez  dyrektorów szpitali, a zwłaszcza nie powinni tego robić politycy. Jeśli bowiem dyrektor ma odpowiadać za funkcjonowanie placówki, to musi mieć autonomiczne prawo w doborze współpracowników, którzy są po pierwsze merytoryczni, spełniają standardy etyczne i chcą wspólnie tworzyć jakość szpitala.

Kolejny fragment wypowiedzi Pani Radnej: „Należy też utrzymać ilość zarejestrowanych łóżek w rejestrze wojewody mazowieckiego. Dyrektor Sławatyniec zlikwidował 3 z 21 łóżek internistycznych, zrezygnował z 10 na 40 łóżek na Oddziale Chirurgii, zawiesił działalność POZ, a teraz zupełnie zamknął dostęp do pozostałych 18 łóżek internistycznych. W takich warunkach szpital nie może prawidłowo realizować kontraktu, a to przekłada się na załamanie finansów jednostki”. Decyzje o ilości łóżek podejmowane są po analizie wieloletnich danych statystycznych. Zmniejszenie ich ilości na Oddziale Chirurgicznym wynikało z faktu, że ich wykorzystanie w ostatnich 5 latach nie przekraczało poziomu 50%. Drugim argumentem jest fakt, że kontrakt z NFZ nie jest aktualnie uzależniony od ilości łózek (tak było w systemie sprzed 1989 roku), ale od ilości realizowanych procedur, niestety limitowanej przez płatnika. Można więc powiedzieć wprost, że niewykorzystane łóżka powodują stratę szpitala. W ostatnich miesiącach na zmniejszonej ilości łóżek zrealizowaliśmy na Oddziale Chirurgicznym ponad 20% więcej procedur, dzięki lepszej organizacji pracy. Natomiast ilość łóżek na Oddziale Wewnętrznym jest zgodna z rozporządzeniem Ministra Zdrowia, dokładnie określającym zależność ilości łóżek od powierzchni sali chorych, z dodatkowymi warunkami, np. dostępnością do każdego łózka z trzech stron. Nie jest to zatem „widzi mi się” dyrektora. Niestety jest to kolejna opinia wypowiadana przez Pani Radną świadcząca o tym, że obce są jej regulacje prawne wytyczające działalność podmiotów leczniczych.

Pani Radna mówi, że „Warto również przeanalizować zasadność outsourcingu – nie zawsze finalnie jest to najlepsze rozwiązanie”. Zadam pytanie – jakie usługi są w tym trybie realizowane W SPZ ZOZ w Pruszkowie? Bo może Pani Radna ma tu większą wiedzę ode mnie?

Kolejny cytat: „28 maja odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Powiatu zwołana na wniosek Klubu Radnych PiS poświęcona wyłącznie problemom Szpitala Powiatowego. Trwała równo 8 godzin. Niestety zarówno starosta pruszkowski, członkowie zarządu, jak i dyrektor Szpitala unikali konkretnych odpowiedzi na niewygodne pytania” Zaprzeczam stanowczo. Na tej trwającej ponad 8 godzin sesji, głównie ja miałem zadawane pytania i na wszystkie (!) udzieliłem wyczerpujących, popartych konkretnymi liczbami, danymi, faktami, odpowiedzi. Sesja była transmitowana i nagrywana, tak więc łatwo można potwierdzić, kto w tym przypadku mija się z prawdą.

Tomasz Sławatyniec: “moja rezygnacja jest formą swoistego protestu dla prowadzonej przez część Klubu Radnych PiS akcji politycznej, której celem była zmiana dyrektora szpitala”

Pani Beyer mówi, cyt. „Rezygnacja dyrektora Sławatyńca jest moim zdaniem dowodem na skuteczność naszych działań w obronie Szpitala Powiatowego przed prywatyzacją lub zamianą jego formy funkcjonowania na spółkę”. Otóż oświadczam, że moja rezygnacja jest formą swoistego protestu dla prowadzonej przez część Klubu Radnych PiS akcji politycznej, której celem była zmiana dyrektora szpitala. Nigdy w swojej karierze zarządczej nie byłem poddany takiej agresji i tak bardzo wykorzystywany w rozgrywce politycznej. Nie mogłem dalej na to pozwalać i akceptować tej sytuacji. Chciałbym zadać tylko jedno pytanie – co takiego się stało w ciągu ostatnich kilu miesięcy, że nagle PiS tak bardzo zmieniło swoją opinię na temat wyników mojego zarządzania szpitalem? Przecież nie minął rok od wydarzenia, jakie miało miejsce przy okazji otwarcia  nowo wybudowanej Izby Przyjęć, kiedy to Pan Wojewoda publicznie wystawił mi wzorową ocenę, podobnie Pan Minister Radziwiłł. A zarzut, że chcę doprowadzić do prywatyzacji, czy przekształcenia szpitala w spółkę jest tak samo absurdalny, jak wiele cytowanych poprzednio. Pani Radna powinna wiedzieć, ze obecnie obowiązująca ustawa o działalności leczniczej (znowelizowana przez Ministra Radziwiłła) wyklucza takie działanie. A ponadto nawet, gdyby dziś obowiązywały w tym zakresie zapisy poprzednie, to bezcelowy byłyby takie decyzje, albowiem tylko wtedy (przed zmianą) szpitale przekształcane w spółki korzystały z niemal całkowitego oddłużania przez budżet państwa. Od roku 2014 takich „bonusów” już nie ma. Natomiast warto tu dodać komentarz, ze szpitale publiczne, które zostały bardzo licznie przekształcone w spółki prawa handlowego, nadal pozostały w 100% własności organów założycielskich.

I jeszcze raz Pani Radna: „O intencjach Tomasza Sławatyńca, który od początku planował przynajmniej czasowo zamknąć Oddział interny świadczy jego reakcja na złożone przez zespół lekarzy wypowiedzenia. Zamiast podjąć działania zaradcze dyrektor zwrócił się z pismem do wojewody mazowieckiego o zgodę na czasowe zamknięcie placówki”.  Już wyżej przedstawiłem regulacje prawne nakładające na dyrektora podmiotu leczniczego obowiązek wystąpienia do Wojewody o czasowe zawieszenie działalności oddziału szpitalnego, co przedstawiony wyżej zarzut czyni co najmniej nieuprawnionym, wykazując brak wiedzy Pani Radnej w zakresie cytowanej Ustawy.

Pani Beyer mówi: „Interesujące jest też, że wielokrotnie zadawane pytania Dyrektorowi Sławatyńcowi na sesjach rady powiatu i posiedzeniach komisji zdrowia o plan dla szpitala po rozbudowie, pozostawały bez odpowiedzi. Dyrektor twierdził, że dziś nie umie powiedzieć, co będzie za dwa lata – jak w takich realiach zarząd i starosta mogli powierzać dalszą rozbudowę placówki w takie ręce? Ten zarzut, wielokrotnie powtarzany i na który wielokrotnie już udzielałem Pani Radnej odpowiedzi (właśnie na sesji Rady Powiatu, a także na posiedzeniu Rady Społecznej SPZ ZOZ) jest równie bezzasadny jak pozostałe i także świadczy o braku wiedzy na temat zasad kontraktowania świadczeń z podmiotami leczniczymi przez NFZ. Otóż, aktualna umowa wiążę SPZ ZOZ z NFZ na okres do roku 2022 i dopiero wtedy ogłoszone będą nowe konkursy na świadczenia. Tak zwana „ustawa sieciowa” wprowadzona w roku 2017 ustaliła poziom ryczałtu dla szpitali na poziomie realizacji z roku 2015. Wówczas nie miałem nawet w planach zarządzania szpitalem pruszkowskim. Poziom tego ryczałtu jest stały i nie zmieni się aż do roku 2022. W okresie od r. 2015 minęły 4 lata i w tym czasie znacząco wzrosły koszty stałe, takie jak ogrzewanie, energia elektryczna, wywóz odpadów, woda, ale także leki i materiały medyczne, serwis sprzęty i aparatury, itd. Niestety przychów się nie zmienił. Dodatkowo jeden z artykułów cytowanej ustawy  wyklucza kontraktowanie zakresu świadczeń, które nie są (nie były) finansowane przez okres dwóch lat poprzedzających podpisanie umowy. Dlatego też nie ma w tym nic dziwnego, jeśli dzisiaj dyrektor szpitala nie ma podstaw do udzielenia konkretnej odpowiedzi, na tak zadane pytanie. Natomiast jest oczywiste, że już teraz, w perspektywie budowy nowego pawilonu, gdzie zaplanowaliśmy powierzchnie na dodatkowe łóżka szpitalne, rozmawiamy z dyrekcją NFZ dążąc do otrzymania co najmniej promesy gwarantującej finasowanie tych dodatkowych zasobów. A co do ostatniego zdania wypowiedzianego przez Panią Radną, to napiszę tylko, że to Zarząd Powiatu, w którego składzie był Starosta i dwóch Członków z PiS oddał  w listopadzie 2016 roku w moje ręce zarządzanie szpitalem i także ten sam Zarząd podjął decyzję o rozbudowie.

Teraz pytanie do Pana Redaktora. Napisał Pan: „Czytając w Internecie komentarze dotyczące dotychczasowej pracy szpitala nie znalazłem ani jednej pozytywnej wypowiedzi. Ludzie często opisują tę placówkę słowami “rzeźnia” czy “ubojnia”. W tym miejscu nie proszę, ale żądam od Pana wskazania konkretnych przykładów cytowanych komentarzy. Obawiam się, że albo pomylił Pan nieświadomie szpitale, albo w sposób poważny naruszył Pan dobre imię Szpitala Powiatowego i jego pracowników. Mam nadzieję, że niezwłocznie Pan tę wypowiedź skoryguje i przeprosi. A co do opinii pozytywnych, to zapraszam do lektury ankiet satysfakcji pacjentów. Znajdzie tam Pan naprawdę dużo ciepłych słów na temat pracy naszego personelu i warunków leczenia.

Szanowny Panie Redaktorze

Pozostaje mi mieć nadzieję, że powyższy tekst niezwłocznie zamieści Pan na łamach zPruszkowa.pl

Z poważaniem

Tomasz Sławatyniec

(Dyrektor SPZ ZOZ w Pruszkowie w okresie 2.11.2016-31.07.2019)

Pruszków, 1 sierpnia 2019 r.

***

Komentarz od redakcji (pisze: Konstanty Chodkowski):

Jestem bezgranicznie wdzięczny za uzyskaną od Pana Tomasza Sławatyńca wypowiedź. W momencie, gdy sprawa kryzysu w szpitalu wyszła na jaw, na jej temat wypowiadali się wyłącznie przedstawiciele opozycji w radzie powiatu. Dziś, po dwóch miesiącach „drążenia” tematu, zebraliśmy i opublikowaliśmy również wypowiedzi głównych zainteresowanych – najpierw po stronie władz powiatu (odsyłam do wywiadu ze starostą Krzysztofem Rymuzą), a potem również władz Szpitala Powiatowego w Pruszkowie (niniejsza publikacja). Cieszy fakt, że człowiek, który nie zdawał się szukać kontaktu z mediami, sam zwrócił się do nas z prośbą o publikację powyższego listu. W mojej ocenie, cała sytuacja odbywa się z niewątpliwym zyskiem dla pruszkowskiej opinii publicznej i lokalnej demokracji. Tematy najistotniejsze dla zwykłych mieszkańców, które wcześniej były przedmiotem zakulisowych gier i kuluarowych politycznych przepychanek, na naszych oczach stają się elementem otwartej debaty publicznej. Jej uczestników z nieskrywaną satysfakcją goszczę na portalu zpruszkowa.pl.

W ostatnim punkcie swojego listu Tomasz Sławatyniec zwraca się bezpośrednio do mnie z żądaniem przytoczenia konkretnych przykładów komentarzy, w których użyto słów przytoczonych w pytaniu do Pani Magdaleny Beyer. Tutaj faktycznie winien jestem przeprosiny – słowo, które w  mojej pamięci ulokowało się jako „ubojnia” faktycznie brzmiało „ubijalnia”. Określenia te wprawdzie w sposób oczywisty różnią się zapisem, lecz nie znaczeniem. Słowem tym jeden z użytkowników Facebooka opisał Szpital Powiatowy w dyskusji na naszej stronie na Facebooku (link). Co zaś dotyczy słowa „rzeźnia” – zostało ono użyte w innym komentarzu (w tej samej dyskusji), którego pełna treść brzmi: „Szpital jest zaniedbany, personel do rzeźni się nadaje”. Obydwa przytoczone cytaty to raczej łagodna namiastka tego, co możemy wyczytać w internetowych dyskusjach niemal wszędzie tam, gdzie pojawia się temat Szpitala na Wrzesinie. „I bardzo dobrze. Koniec z tą patologią. Niech znajdą fachowca menedżera który będzie gospodarzem i dobrze zarządzał pieniędzmi. Lekarz jest od leczenia a nie od finansów.” – taką wypowiedź użytkownika Facebooka odnajduję w gąszczu komentarzy pod wiadomością o rezygnacji Tomasza Sławatyńca ze stanowiska dyrektora szpitala, zamieszczoną na portalu wpr24.pl (link). „Tam od dawna źle się dzieje” – wtóruje inna użytkowniczka.

Mieszkańcy uskarżają się na poziom usług świadczonych w szpitalu również na głównej pruszkowskiej grupie na Facebooku (link): „W naszym szpitalu wydarzyło się wiele nie dobrych rzeczy. Osobiście znam dwie rodziny które przez nasz szpital mają niepełnosprawne dzieci. Niech pan poczyta o naszym wspaniałym szpitalu na przestrzeni lat.” – użytkownik skierował ten komentarz bezpośrednio do mnie. „Unikać Wrzesina – nie stracisz bliskich” – napisał jeszcze inny.

W większości tych dyskusji pojawiają się oczywiście głosy lokalnych polityków – ci z zapałem wymieniają „uprzejmości” i przerzucają się odpowiedzialnością za kolejne problemy, porażki i potknięcia. Można powiedzieć, że ich komentarze są doskonałym dopełnieniem smutnego, metaforycznego obrazu sytuacji służby zdrowia w powiecie pruszkowskim: mieszkańcy burzą się, cierpią, biją na alarm, politycy zaś skaczą sobie do gardeł.

Mając podskórne przeczucie, że Pana nastawienie do mnie i do naszej redakcji rychle skręci w stronę „gry w słówka” pragnę również przeprosić i sprostować kategoryczną wypowiedź zawartą w pytaniu do Magdaleny Beyer. Chodzi o, cytuję (sam siebie): „nie znalazłem ani jednej pozytywnej wypowiedzi”, a dokładnie o zwrot „ani jednej”. Faktycznie. Może jedna pozytywna by się znalazła. Może nawet dwie. Może więcej? Wprawdzie pod zamieszczonymi w treści niniejszego komentarza linkami takowych nie odnajduję ale też gwarantuję, że nie wszystkie przeczytałem. Nie zadałem i nie zamierzam zadawać sobie trudu analizy każdego jednego z nich. Wiele z nich nie nadaje się do cytowania. A przewaga tych negatywnych pozostaje miażdżąca i nie pozostawia wiele miejsca na interpretację inną niż ta, którą przedstawiłem w pytaniu do Pani Magdaleny Beyer. Jeśli więc dziś miałbym ponownie ustalać treść zadanego już raz w przeszłości pytania, to przytoczony przez Pana Sławatyńca fragment prawdopodobnie brzmiałby następująco: Czytając w Internecie komentarze dotyczące dotychczasowej pracy szpitala nie znalazłem prawie żadnej pozytywnej wypowiedzi. Zdarzyło się, że ludzie opisywali tę placówkę słowami “ubijalnia” lub porównywali ją do rzeźni. Jak widać, relacja opisana w pytaniu zupełnie nie zmieniłaby wydźwięku w stosunku do oryginału. Tym niemniej być może sprostałaby niezwykle rygorystycznym wymogom semantycznym stawianym przez Pana Sławatyńca. Szkoda, że nie odczułem przywiązania Pana Sławatyńca do kultury słowa pisanego dokonując standardowej korekty gramatycznej jego tekstu.

Oczywiście można spierać się o wagę i faktyczne znaczenie komentarzy zamieszczanych na Facebooku. Wielu zwykło je bagatelizować. Problem zaczyna się wtedy, gdy opinia Internautów zaczyna być na tyle powszechna, że walka z każdym jej wystąpieniem przestaje być fizycznie możliwa. Wydaje mi się (na wszelki wypadek podkreślam: jest to moja osobista opinia), że w przypadku Szpitala na Wrzesinie „masa krytyczna” frustracji mieszkańców powiatu (tj. potencjalnych pacjentów szpitala) została już dawno przekroczona. Powstaje więc pytanie, co chcemy z tą złością zrobić? Zakrzyczeć ją lub udać, że jej nie ma? Nawet gdy ukrywanie jej przestaje być już możliwe? Czy może wolimy potraktować ją serio i pokłonić się nad jej faktycznymi przyczynami? W kwestii Szpitala Powiatowego w Pruszkowie dylemat ten przyjdzie rozwiązać następnemu dyrektorowi.

Słowem zakończenia chciałem dodać, że w swoim życiu nazbyt często spotykałem urzędników, polityków czy – ogólniej – osoby na eksponowanych stanowiskach, które w obliczu narastających problemów w pierwszej kolejności zwracały się przeciwko tym, którzy informacje o tych problemach śmieli upublicznić lub (co gorsza!) skomentować. Większość z nich zwykło wtedy drzeć szaty nad „dobrym imieniem”, „autorytetem” czy „majestatem” instytucji X, Pana Y, Pani Z. Zdawali się jednak zupełnie zapominać, że aby mogli mówić o „naruszaniu” dobrego imienia, powinni najpierw na nie zapracować.

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA