Jedna z chcących zachować anonimowość czytelniczek zwróciła się do nas z następującą relacją:
„W czwartek udałam się do urzędu miasta w Pruszkowie załatwić pewną sprawę. Na wejściu została zatrzymana przez strażnika miejskiego, który zapytał mnie o cel mojej wizyty. Zdziwiona takim działaniem poprosiłam o podstawę prawną takiego pytania. Nie udzielono mi jednak odpowiedzi. Mimo wszystko udało mi się wyminąć funkcjonariusza i ruszyć do właściwego pokoju celem załatwienia sprawy. Wracając spotkałam ponownie strażnika, który zatrzymał mnie na wejściu. Ten wyraźnie niezadowolony z mojego postępowania zagroził mi, że więcej na swojej warcie nie wpuści mnie do budynku”.

Inny mieszkaniec Pruszkowa, który skontaktował się z nami zwrócił uwagę na nietypowe zachowanie funkcjonariuszy. „W środę składałem pismo w kancelarii urzędu miasta. Nikt mnie nie odpytywał po co przyszedłem. Zauważyłem jednak Strażnika Miejskiego stojącego na schodach i blokującego przejście na górę. Odniosłem wrażenie, że polecono mu niedopuszczenie do tego, by petenci rozchodzili się po urzędzie” – mówi nam czytelnik.

Podobne głosy pojawiły się na pruszkowskich forach w mediach społecznościowych. Mieszkańcy pisali, że straż miejska odpytuje ich o cel wizyty w magistracie. Internet obiegły zdjęcia kartek na których zamieszczono informacje o ograniczeniach w dostępie niektórych części urzędu dla petentów. Do redakcji dotarły nawet informacje, że celem strażników jest ograniczenie dostępu do prezydenckich gabinetów. Niektóre osoby deklarujące chęć spotkania z władzami miasta miały zostać zawrócone.

Redakcja zpruszkowa.pl postanowiła zweryfikować prawdziwość tych informacji. W tym celu skontaktowaliśmy się z komendantem pruszkowskiej Straży Miejskiej Włodzimierzem Majchrzakiem. W rozmowie z redakcją komendant poinformował, że działania strażników prowadzone w urzędzie miasta mają związek z wciąż trwającą pandemią COVID-19. Majchrzak wyjaśnił, że strażnicy pytają petentów o cel wizyty w urzędzie z uwagi na chęć pokierowania ich do odpowiedniego stanowiska w którym ci będą mogli załatwić swoją sprawę. Celem tych działań jest zmniejszenie mobilności „osób z zewnątrz” po budynku urzędu. Chodzi jedynie o zmniejszenie ryzyka, że koronawirus rozniesie się wśród pracowników magistratu. Komendant zauważył przy tym, że doświadczenia szczytu pandemii skłaniają władze miasta do podejmowania działań tego rodzaju. Wśród urzędników doszło do zgonów wywołanych covidem. Niektóre osoby ciężko zniosły chorobę, inne jeszcze po przejściu przez koronawirusa odczuwały skutki jego obecności w organizmie. Stąd tak daleko posunięta ostrożność.

Temat działań straży miejskiej powrócił także na czwartkowym posiedzeniu komisji oświaty, kultury i sportu. Na komisję zadzwoniła jedna z mieszkanek – Marzena Wieteska. „Ja miałam taką sytuację, że dziś nie zostałam wpuszczona do urzędu miasta. Pracownik straży miejskiej zatrzymał mnie na schodach, dokładnie wypytał mnie o cel wizyty. Chcę zaznaczyć: byłam w maseczce i zachowywałam się kulturalnie. Jednak strażnik miejski zatrzymał mnie na schodach i zapytał o cel wizyty. […] Miałam sprawę, którą chciałam załatwić na górze. Strażnik nie wpuścił mnie tam i powiedział, że urząd o mojej sprawie wszystko wie. Kiedy dopytywałam o stan tej sprawy, to skończyło się to mało kulturalną odpowiedzią w moim kierunku”. Mieszkanka poinformowała radnych, że straż miejska w uznaniowy sposób wpuszczała „na górę” tylko osoby deklarujące się jako umówione.

Po wypowiedzi Marzeny Wieteski głos zabrał wiceprezydent Konrad Sipiera. Na wstępie swojej wypowiedzi przeprosił mieszkankę za zaistniałą sytuację. Zastępca prezydenta zaznaczył, że takie sytuacje są niedopuszczalne i nie powinny mieć więcej miejsca. Jednocześnie zapowiedział, że zwróci się o odpowiednie wyjaśnienia w tej sprawie do sekretarz miasta Karoliny Sorbian-Jamiołkowskiej.
O dalszym biegu sprawy będziemy informować na zpruszkowa.pl.