Fot.: Powiat Pruszkowski

Krzysztof Rymuza: interniści zaczną pracę od września

(36)

Od pierwszych doniesień na temat kryzysu zatrudnienia w Szpitalu na Wrzesinie minął miesiąc i dziesięć dni. Prawie tyle czasu walczyliśmy o możliwość przeprowadzenia wywiadu ze starostą i omówienia wszystkich istotnych wątków w sprawie. Od przyczyn przejścia zespołu internistek do szpitala kolejowego, przez rolę Pana Łukasza Olędrzyńskiego i Tomasza Sławatyńca, po aspekty medialne i polityczne zdarzenia.

Długie oczekiwanie na rezultaty naszych starań ma też swoje plusy. Po pierwsze: 4 lipca byłem o wiele lepiej przygotowany do rozmowy, niż byłbym na początku czerwca. Po drugie: zdobyłem cenne informacje od wiarygodnych informatorów. Po trzecie wreszcie: upływ czasu spowodował ostudzenie emocji wokół problemu. To zaś poskutkowało rzeczową rozmową podpartą bardziej trzeźwą i racjonalną oceną sytuacji. Gdyby do wywiadu doszło w czerwcu, prawdopodobnie zarówno pytania, jak i odpowiedzi wyglądałyby zapewne zupełnie inaczej. Finalnie jednak udało się uzyskać kompletny obraz kulis kryzysu widzianego oczami Starosty Powiatu Pruszkowskiego, Krzysztofa Rymuzy.

4 lipca 2019, wywiad z Krzysztofem Rymuzą. Pytania zadaje Konstanty Chodkowski.

Panie starosto, dlaczego tak trudno Pana osiągnąć? Dopraszałem się o ten wywiad przez miesiąc.

Nie znaliśmy się.

A czy musieliśmy się znać?

Ostatni okres był bardzo trudny. Zarząd powiatu pracował w zmniejszonym składzie, przez pół roku nie miałem zastępcy, pracowałem więc „za dwóch”. Mieliśmy bardzo dużo pracy. Na bieżąco kontaktujemy się z mediami, stale współpracujemy. O Pana działalności nic nie wiedziałem ale nie było tu żadnej złej woli. W tej chwili wszystko się uporządkowało, wracamy do normalnej pracy, stąd również zaprosiłem Pana na spotkanie. 

Czyli błędnym jest moje wrażenie, że unika Pan mediów?

Nasze dzisiejsze spotkanie przeczy tej tezie.

Przejdźmy do szpitala. Cofnijmy się najpierw do momentu, w którym jeden z dwóch oddziałów wewnętrznych szpitala kolejowego w Pruszkowie został zamknięty. W tym samym czasie szpitalem powiatowym zarządzał już Tomasz Sławatyniec, od którego właśnie odszedł zespół internistów. Czy to prawda?

Nie pamiętam dokładnie tych okoliczności – czy najpierw odszedł od niego zespół, a później zamknięto oddział wewnętrzny w szpitalu kolejowym, czy na odwrót. W mojej pamięci natomiast zachowała się kwestia odejścia ordynatora Olędrzyńskiego ze szpitala kolejowego. Był on wówczas ordynatorem na oddziale wewnętrznym. Doszło wówczas do nieporozumienia między doktorem Olędrzyńskim, a władzami spółki STOCER. W wyniku tego nieporozumienia Pan Olędrzyński zrezygnował z pracy w szpitalu kolejowym i przeszedł do pracy do nas, do szpitala powiatowego.

Rozumiem, że zabrał ze sobą cały zespół lekarzy?

Tak, przeszedł do Szpitala na Wrzesinie wraz z całym swoim zespołem lekarzy. Potem oddział wewnętrzny szpitala kolejowego został zamknięty, a szpital znalazł się dokładnie w takiej sytuacji, jak my w tej chwili. Nie mogli znaleźć zespołu do prowadzenia oddziału.

Czyli de facto praprzyczyną problemów z zatrudnieniem w szpitalu powiatowym jest odejście pierwotnego zespołu internistów. Do tego momentu w Pruszkowie był komplet zespołów internistycznych. Czy dobrze rozumiem?

Zapewne tak było ale, jak wspomniałem, nie pamiętam szczegółów.

Później oddział wewnętrzny w szpitalu kolejowym został oddany do remontu, czy tak?

Zgadza się.

Na początku kwietnia tego roku oddział wewnętrzny w szpitalu kolejowym zostaje ponownie oddany do użytku.

Wcześniej.

Doniesienia medialne z tego wydarzenia oscylują wokół 10 kwietnia. Dokładnie po tym, jak media obiegła informacja o otwarciu oddziału szpitala kolejowego, lekarze złożyli wypowiedzenia w szpitalu powiatowym…

Wydaje mi się, że sytuacja jest troszkę bardziej skomplikowana. Pan Olędrzyński przyszedł do szpitala powiatowego około dwa lata temu. Po około pół roku, opuścił swój zespół w szpitalu powiatowym i przeszedł do szpitala w Piasecznie, gdzie również objął stanowisko ordynatora. I wówczas panie internistki które zostały u nas, poczuły się źle potraktowane. Bardzo dobrze i sumiennie wykonywały swoją pracę w szpitalu powiatowym i przez te półtora roku twierdziły, że z Panem Olędrzyńskim nigdy więcej nie będą chciały współpracować.

Pan Olędrzyński zaś, z nieznanych mi przyczyn rozwiązał swoja umowę w Piasecznie i przyjął propozycję pracy w szpitalu kolejowym w Pruszkowie. I jakby „po drodze” wstąpił do nas i zabrał ze sobą panie internistki. Nie wiem jak do tego doszło. Osobiście rozmawiałem z nimi i zapewniały, że nigdy w życiu nie chcą mieć z Panem Olędrzyńskim do czynienia. Że nie będą chciały z nim współpracować, bo je w jakimś sensie zawiódł – zostawił je w szpitalu, a sam przeszedł do innej instytucji. Nie zabierając ich ze sobą.

Czyli wróciliśmy do punktu wyjścia, w którym nie ma lekarzy w szpitalu powiatowym, a interniści wrócili do swojego poprzedniego ordynatora i do swojego poprzedniego szpitala…

Dokładnie tak.

Schemat tej sytuacji wygląda więc dość prosto: zamyka się oddział w kolejowym – lekarze przechodzą do powiatowego. Otwiera się z powrotem oddział w kolejowym – lekarze wracają do siebie. Czy to nie wygląda jakby sprawa ich powrotu do kolejowego była wiadoma od początku? Czy nie dało się tego przewidzieć? Moi informatorzy zgodnie twierdzą, że od początku wszyscy wiedzieli, że interniści przyszli do powiatu z kolejowego jedynie na „przetrzymanie”.

Muszę Panu absolutnie zaprzeczyć. W moim przekonaniu jest to absolutnie nieprawda. Co o tym świadczy – już mówię. Panie internistki w pełni zaangażowały się w proces akredytacji Szpitala na Wrzesinie. Co to jest akredytacja? Przy Ministerstwie Zdrowia funkcjonuje Centrum monitorowania Jakości. Jest to struktura ministerialna, która wydaje certyfikaty potwierdzające, że szpital wypełnia większość standardów określonych przez ministerstwo. Panie internistki od roku angażowały się w ten proces, który miał się dokonać w lipcu.

Dodatkowo niepokój budzi niezrozumiały entuzjazm, z którym panie opuściły szpital powiatowy. Natomiast w żadnym wypadku, ze względu na zaangażowanie lekarek w proces akredytacji, który jest wymagający (certyfikacja, szkolenia, dokumentacja, zmiana podejścia do administracji w szpitalu, w podejściu do pacjenta), nie powiedziałbym, że przyszły do szpitala powiatowego „na przetrzymanie”. Gdyby było tak, jak Pan twierdzi – tego zaangażowania by nie było.

Co w takim razie skłoniło ich do powrotu do szpitala kolejowego?

Ja również tego nie rozumiem, nie jestem w stanie tego wytłumaczyć,.

A czy padały jakieś konkretne argumenty podczas rozmów z lekarkami?

Nie, to raczej były argumenty zastępcze. Mówiono, że w szpitalu kolejowym jest lepszy sprzęt oraz że mają tam lepszą diagnostykę, bo tam jest tomograf. Tam też są inne oddziały, nie trzeba więc szukać konsultantów tylko można poprosić o konsultację kolegę z sąsiedniego oddziału. Są tam generalnie większe możliwości działania na miejscu. Ale przecież takie same warunki były tam dwa lata temu. Nic w tym zakresie się nie zmieniło.

A warunki w szpitalu powiatowym?

W szpitalu powiatowym podjęliśmy olbrzymie wyzwanie w ciągu ostatnich kilku lat. W okresie poprzedzającym nasze działanie, przez poprzednie dwadzieścia lat, w szpitalu powiatowym, niewiele się działo. Może oprócz wybudowania lotniska dla LPR, które w tak niewielkiej placówce ma wątpliwe uzasadnienie. Dokonywano jedynie kosmetycznych remontów – wymiany podłóg, malowania ścian. Nie miały one jednak wpływu na standard pobytu w szpitalu.

Większego postępu dokonaliśmy w ciągu ostatnich kilku ostatnich lat. Teraz każdy pokój w oddziale wewnętrznym i połowa łózek w oddziale chirurgicznym ma dostęp do sanitariatu. Wybudowana została izba też przyjęć. W tej chwili otwieramy przetarg na budowę nowego. Będzie to trzypiętrowy obiekt. W podziemiu będzie sterylizacja i diagnostyka, parter będzie poziomem łóżkowym i na pierwszym piętrze będzie porodówka z salą cięć i dwusalowy blok operacyjny.

I cały ten remont będzie sfinansowany przez powiat?

Zgadza się. Na tę inwestycje są pieniądze, zabezpieczone również w wieloletniej prognozie finansowej. To jest łącznie około 20 mln przez najbliższe trzy lata.

Panie starosto, zatem skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Szpital nadal nie ma lekarzy na oddziale wewnętrznym…

To jest też kwestia pewnych problemów w kontaktach międzyludzkich. Zapewne między dyrektorem, a paniami z oddziału wewnętrznego.

Konsultowałem się z lekarzem pracującym w szpitalu publicznym w Warszawie. Zasugerował mi, że skok w zarobkach, jaki można osiągnąć przechodząc z jednego szpitala publicznego do drugiego raczej nie jest zawrotny i nie jest decydującym motywatorem przy zmianie pracy. Według niego największe znaczenie przy doborze miejsca pracy (jeśli chodzi o szpitale publiczne) ma porządek i właściwa organizacja pracy oraz relacje z pracodawcą. Patrząc na fluktuacje kadry w szpitalu powiatowym nasuwa się więc wniosek, że być może był on zarządzany niewłaściwie? Czy naprawdę nie dało się zrobić nic, żeby ten zespół został i oddział dalej funkcjonował poprawnie?

Mogę Panu mówić co bym zrobił, gdybym był dyrektorem tego szpitala ale nie mogę odpowiadać za to, co zrobił w ostatnich tygodniach dyrektor, który jest w tej chwili na wypowiedzeniu.

My przyjęliśmy wypowiedzenie i zgodziliśmy się na rozwiązanie umowy.

Natomiast w kwestii wydarzeń ostatnich tygodni – na skutek czarnego PR-u przyprawianego temu szpitalowi mamy teraz kolosalne problemy ze znalezieniem kadry do oddziału. Nie działa nawet zachęta finansowa. Od 80 do 90 złotych za godzinę dyżuru – tyle wynosi stawka w Warszawie. My proponujemy 120 i nie możemy znaleźć pełnego kompletu chętnych do pracy w tym oddziale. Wszystko to dzieje się ponieważ o tym oddziale i o tym szpitalu od kilku tygodni w całym kraju mówi się wyłącznie źle.

A zaczęło się od wywiadu w TVP3, chodzi o rozmowę między panem dyrektorem Sławatyńcem, a panią Beyer.

Media działają tak, że jak coś się dzieje, to się zlecą. Politycy doskonale o tym wiedzą i każdy z nich może z tych mediów korzystać. Nikt nie odmawiał powiatowi szansy zbudowania własnego przekazu w mediach. Złego wizerunku nie będzie, jeśli w szpitalu będzie się działo dobrze.

Ale można wykreować ten czarny PR w jakimś określonym celu.

A jaki jest ten cel według Pana?

Odwołanie dyrektora.

No to został odwołany. Sam złożył rezygnację. I dopiero na skutek tej rezygnacji przez Polskę przeszła fala publikacji na temat szpitala.

Nie miałem na to wpływu, byłem na urlopie. Ale skutek jest cały czas ten sam: nie ma takich pieniędzy, za które ktoś by tu przyszedł pracować.

Ja osobiście uważam, że nie ma takiej rzeczy, której nie da się zrobić, aby tego nie odwrócić. Jeśli jest problem to pokazuje się rozwiązanie i demonstruje się, że władze stanęły na wysokości zadania aby ten problem rozwiązań, a nie karci się tych, którzy problem nagłośnili.

Mleko się rozlało, a my jesteśmy w sytuacji, w której musimy znaleźć nowy zespół i to w okresie urlopowym. Póki co mamy wstępne porozumienia z trzema lekarkami, które mogą zacząć pracę u nas od początku września. Ale do tego czasu jest jeszcze sześć tygodni!

Zaś wniosek o zawieszenie działalności oddziału, złożony przez Pana Sławatyńca, mówił o okresie dwóch miesięcy. Początek września nieco wykracza poza tę perspektywę, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że został złożony w maju. Skąd więc wynikały te dwa miesiące?

Wynikały z przekonania dyrektora, że jest w stanie otworzyć ponownie ten oddział. W sytuacji, gdyby nie było tej całej wrzawy medialnej – myślę, że byłby to realny termin.

Ja jeszcze raz powtórzę: trudno mieć za złe mediom, że jak coś się dzieje, to one o tym piszą.

Zgadzam się z Panem. Wracając do tematu – pan dyrektor złożył wniosek o zawieszenie działalności oddziału do wojewody – wojewoda się nie zgodził. Dyrektor poprosił więc o to samo Ministerstwo Zdrowia – Ministerstwo jeszcze się nie wypowiedziało. Od 1 lipca z doskoku został zatrudniony jeden lekarz na pełen etat. Pani doktor pracuje już na oddziale i do niej niebawem dojdą kolejni lekarze. Oczywiście jest to sytuacja niekomfortowa, zarówno dla pacjentów, jak i dla szpitala. Znaleźliśmy się jednak w sytuacji wyjątkowej i staramy się bezpiecznie przeprowadzić oddział przez ten trudny okres.

Czyli potwierdza Pan, że od września oddział znów zacznie poprawnie funkcjonować?

Tak, od września trzy panie ze specjalizacjami potrzebnymi do prowadzenia oddziału wewnętrznego rozpoczną pracę w Szpitalu na Wrzesinie.

***

“Jakiekolwiek opinie zawarte w artykule są osobistymi poglądami jego autora i nie odzwierciedlają opinii innych autorów bloga zpruszkowa.pl ani opinii wydawcy bloga zpruszkowa.pl. Polityka wydawcy wymaga kategorycznie od autorów, by nie używali określeń zniesławiających, nie naruszali ani nie zezwalali na naruszanie praw autorskich ani jakichkolwiek innych regulacji prawnych korzystając z bloga zpruszkowa.pl. Jakiekolwiek publikacje sprzeczne z polityką wydawcy stanowią przekroczenie zakresu uprawnień autora publikacji. Wydawca nie bierze odpowiedzialności za tego typu publikacje, a autor będzie osobiście ponosić odpowiedzialność za powstałe w wyniku jego publikacji szkody i zobowiązania.”

Konstanty Chodkowski

Warszawiak z urodzenia, pruszkowiak z wyboru. Były dziennikarz zajmujący się tematyką Europy Wschodniej. Dziś hobbystycznie pisuje o Pruszkowie. Z zawodu programista. Szczęśliwy narzeczony swojej narzeczonej. Właściciel psa.

PROFIL REDAKTORA