"Pruszkowski internet" wciąż żyje sprawą budowy łącznika ulic Miry Zimiński-Sygietyńskiej i Sienkiewicza. Analiza działań podejmowanych w tej sprawie prowadzi do wniosku, że za budową opowiadają się wszystkie najwazniejsze siły polityczne w mieście.

Formalnie realizacja kontrowersyjnej inwestycji należy do powiatu pruszkowskiego, będącego inwestorem. Za budową opowiada się starosta pruszkowski Krzysztof Rymuza. Lokalny polityk obecnie związany jest z Mazowiecką Wspólnotą Samorządową, w przeszłości współpracował zarówno z Prawem i Sprawiedliwością, jak i Platformą Obywatelską. Z list MWS dostał się do rady powiatu pruszkowskiego także Andrzej Kurzela – były zastępca prezydenta Jana Starzyńskiego (SPP). Na poziomie rady powiatu poparcie dla budowy łącznika wyrażali także radni PiS i Koalicji Obywatelskiej.

Projekt budowy łącznika nie mógłby jednak liczyć na realizację, gdyby nie wsparcie rządu i miasta Pruszkowa. Dla konstrukcji finansowej projektu kluczowe było wsparcie udzielone przez władzę centralną. Środki pozyskano z Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg (FRD – wcześniej znanego pod nazwą Fundusz Dróg Samorządowych).

Środki z FRD teoretycznie mają służyć wspieraniu samorządowych inwestycji drogowych. Praktyka pokazuje jednak, że jest to instrument polityczny. Dofinansowania rozdzielane są według kryterium politycznego. Pisaliśmy już o tym na zpruszkowa.pl w artykule „Fundusz na miarę naszych możliwości”. Teza ta znajduje także poparcie w opracowaniach naukowych. Profesor Paweł Swaniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego stwierdza wprost: „Wygląda na to, że orientacja polityczna władz samorządowych ma znaczenie dla decyzji dotyczących środków z Funduszu Dróg Samorządowych. Jeśli tak jest, to mamy do czynienia z nowym, bardzo niepokojącym zjawiskiem schodzenia krajowej polityki partyjnej do życia samorządów”. 

Nic zatem dziwnego, że miasto Pruszków i powiat pruszkowski uzyskują z funduszu bardzo wysokie dofinansowania. Wszak z Pruszkowa pochodzi poseł PiS Zdzisław Sipiera, prywatnie ojciec zastępcy prezydenta miasta Konrada Sipiery, w przeszłości współpracownik Krzysztofa Rymuzy.

Znając realia funkcjonowania FRD można domniemywać, że osoba posła Zdzisława Sipiery jest kluczowa dla powodzenia procesu pozyskiwania rządowych środków przez miasto i powiat. Sam poseł chętnie mówi o kwotach dofinansowań udzielonych miastu jako o swoim sukcesie. Na łamach zpruszkowa.pl pisaliśmy już o zacięciu Zdzisława Sipiery w rozdawaniu samorządowcom „czeków” na rządowe środki.

Jednak środki powiatu i pieniądze z FRD nie wystarczyłyby do sfinansowania budowy łącznika. Do spięcia finansowej inżynierii projektu konieczne było uzyskanie dofinansowania od miasta Pruszkowa. Prezydent Paweł Makuch (SWPR) przygotował projekt odpowiedniego porozumienia w tej sprawie oraz projekt zmian w miejskim budżecie.

Niechętna Pawłowi Makuchowi większość w radzie miasta (radni KO i SPP) początkowo ostrożnie podchodziła do tematu łącznika. W głosowaniach najczęściej wstrzymywała się od głosu licząc, że kontrowersyjne decyzje przejdą głosami radnych PiS oraz radnych z ugrupowania prezydenta – Jakuba Koteleckiego i Grzegorza Szachogłuchowicza. Jednak determinacja ze strony władz miasta i starosty Krzysztofa Rymuzy (ten uczestniczył nawet w pracach rady miasta na których zapadały kluczowe decyzje w sprawie łącznika) doprowadziły do sytuacji niezwykłej.

W trakcie ostatniego, kluczowego dla udzielenia dofinansowania dla budowy łącznika, głosowania Piotr Bąk (KO), Krzysztof Biskupski i Józef Osiński (SPP) opowiedzieli się za przesunięciem środków przeznaczonych na dotację dla powiatu na właściwą pozycję w budżecie. Bez tego przesunięcia nie byłoby możliwości wypłacenia pieniędzy z budżetu miasta. Plan budowy łącznika mógł spalić na panewce.

Tak się jednak nie stało. Głosy dwóch radnych SPP i radnego KO rozstrzygnęły głosowanie. Ostatecznie za zmianami w budżecie było 11 radnych, 8 było przeciw i 3 wstrzymało się. Gdyby radni Piotr Bąk, Krzysztof Biskupski i Józef Osiński chociaż wstrzymali się od głosu – temat prawdopodobnie by umarł.

Jakub Dorosz-Kruczyński: Gdyby radni Piotr Bąk, Krzysztof Biskupski i Józef Osiński chociaż wstrzymali się od głosu – temat prawdopodobnie by umarł.

Najbardziej dziwi w tym wszystkim głosowanie radnego Piotra Bąka. Formalnie jest on jednym z 23 miejskich radnych. W praktyce jest liderem opozycji w radzie, typowanym jako kandydat na prezydenta miasta w 2023 r. Dobrze ustosunkowany polityk Platformy Obywatelskiej, konsekwentnie sprzeciwiający się polityce Pawła Makucha niespodziewanie poparł projekt firmowany nazwiskami Rymuza-Sipiera-Makuch.

Wydaje się, że determinacja Piotra Bąka równie dobrze mogłaby doprowadzić do pogrzebania tematu budowy łącznika na poziomie rady miasta. Stało się jednak inaczej.

Dlaczego? Wiele wskazuje na to, że decyzja Bąka była konsekwencją współpracy między KO i MWS w radzie powiatu oraz cichej współpracy pomiędzy samym Krzysztofem Rymuzą i Zdzisławem Sipierą. Powiat pozyskał rządowe środki i nie chce ich stracić. Starosta pruszkowski dąży do budowy łącznika, aby mieć kolejną udaną inwestycję, którą będzie mógł się pochwalić w roku wyborczym.

To, że do dziś nieznane jest merytoryczne uzasadnienie dla likwidacji parku Bersohna, nie ma w tym wszystkim znaczenia. Z uwagi na brak analiz wpływu budowy łącznika na ruch w Pruszkowie i terenu zielonego przy dworcu PKP inwestycja ta jawi się jako kaprys. Być może jest to nawet kaprys jednego człowieka – posła Zdzisława Sipiery. Kaprys, który zmusił lidera pruszkowskiej KO do popierania projektu uzależnionego od wsparcia rządu PiS. 

Nie wolno w tym wszystkim zapomnieć, że ceną za wybudowanie łącznika będzie zniszczenie pozostałości najstarszego założenia parkowego w Pruszkowie. Zostaną wycięte drzewa liczące sobie więcej lat od praw miejskich Pruszkowa. Zniknie kolejny, bezcenny teren zielony.

Podkreślenia wymaga również fakt, że władzom powiatu, miasta i osobom decydującym o przyznaniu rządowego dofinansowania bardziej zależy na budowie drogi, której zasadność pozostaje niewiadomą. Decydenci nie biorą w tej sprawie pod uwagę wartości takich jak przyroda czy historia miasta.